Zdzisław Jacek Pizio
KRÓTKIE OPISANIE SENTYMENTALNEJ PODRÓŻY
do krainy
przodków na WOŁYŃ i PODOLE19. - 29. maja 2001.
I
Po dwukrotnym przeoczeniu w poprzednich latach możliwości wzięcia udziału w pielgrzymce – wycieczce na Podole i Pokucie czy też na Wołyń i Podole, organizowanej przez pana Karola Sutarzewicza z Kluczborka (obecnie już dla mnie po prostu Karola) - pod patronatem Towarzystwa Miłośników Lwowa i Kresów Południowo – Wschodnich Oddział w Kluczborku przy współudziale Towarzystwa Miłośników Lwowa i Kresów Południowo – Wschodnich Oddział Miłośników Kołomyi “Pokucie” we Wrocławiu - wreszcie w bieżącym roku mieliśmy możliwość uczestniczenia w takiej wyprawie w dniach od 19. do 29. maja 2001.II
Przygotowania trwały już na długo przed pierwszym spotkaniem się z uczestnikami wyprawy – korespondencja i telefoniczne informacje Karola powiadamiały nas tj. moją żonę Elżbietę i mnie (nowicjuszy w takich wyprawach na wschodnie rubieże Najjaśniejszej Rzeczpospolitej) o warunkach, możliwościach i przygotowaniach do tego spotkania z Rodakami, mieszkańcami tych ziem oraz panującymi tam warunkami. Wprawdzie z lektury czasopism, książek, wspomnień przyjaciół pochodzących z tamtych stron, jak i relacji przyjaciół przybywających do Opola z dawnych ziem Polski pozwalały nam na przypuszczenia jakie tam znajdziemy obrazy – to o tej rzeczywistości mieliśmy dopiero w najbliższych dniach przekonać się naocznie.III
Jak wszyscy uczestnicy wyprawy zaopatrzeni w osobiste rzeczy, ale nade wszystko w dary dla Rodaków w postaci książek, żywności, leków, materiałów opatrunkowych, piśmienniczych przyborów i papieru – udaliśmy się w sobotę 19. maja o godzinie 7.00 rano do Kluczborka, by tam dołączyć do, już wcześniej zebranych przez panów kierowców Adama i Stanisława prowadzących nowe Volvo z PKS-u w Namysłowie, już prawie skompletowanej gromady, poczynając od uczestników z Wrocławia i okolic, Namysłowa. Na trasie przez Wieluń, Piotrków Trybunalski, Opoczno, Radom, Lublin (gdzie dosiadali jeszcze dalsi pielgrzymi z Krakowa i Warszawy) przez Zwoleń, Puławy i Chełm dojechaliśmy o godzinie 16,55 do przejścia granicznego w Dorohusku. Stanowiliśmy grupę 49 osób z 17 miast Polski, która już (poza weteranami odbywającymi 2- czy 3- krotnie, a nawet jak najwytrwalsi po raz piąty, pielgrzymowanie na obecną Ukrainę – znającymi się doskonale) w pierwszych godzinach wspólnego pielgrzymowania zaczęła się nie tylko poznawać, ale też zaprzyjaźniać.IV
Trasa przez Wołyń i Podole biegła przez Luboml (miasto rodzinne naszej przyjaciółki Zosi Patyjewicz – Jakimów), Kowel, Łuck, Dubno (wypad do Krzemieńca), Równe, Ostróg, Sławutę, Szepietówkę, Żytomierz, (stąd całodniowy wypad do Kijowa), Berdyczów, Winnicę, Bar, Chmielnicki, dawniej Płoskirow - gdzie [jak przypomina mi spokojny, rozważny, nie dający się nigdy wyprowadzić z równowagi – sąsiad autobusowy dr Tadeusz Pawlikowski, ordynator oddz. wewnętrznego Szpitala w Sycowie, bo mój przyjaciel szkolny i z czasów studiów – wspaniały ortopeda z Poznania – Wojtek Woźny, z którym na wyrywki kiedyś mogliśmy sobie cytować długie urywki z trylogii i sytuacje sienkiewiczowskich bohaterów, już od ponad 20 lat jest na ordynansach u Najświętszej Panienki i nie przypomni mi tekstów wspólnie kiedyś omawianych] – gdzie - sienkiewiczowski pan Zagłoba “na rynku zobaczył Bohuna i wpadł do opuszczonego domu, [gdzie wraz z kniaziówną czekał Wołodyjowski i Rzędzian] i “w konie zakrzyknął, a pan Michał zbyt był doświadczonym żołnierzem, aby w takich razach na pytania czas tracić. Nie tracił go nawet na ratowanie bukłaka z winem (który wszelako pan Zagłoba porwał)”, a dalej przez Zbaraż, Tarnopol, Brody, Olesko, Busk i Lwów, i miała prawie 3.000 km.V
Pielgrzymka miała wspaniałe zabezpieczenie potrzeb duchowych w osobach ks. prałata Aleksandra Matyki, proboszcza Parafii p.w. św. św. Apostołów Piotra i Pawła w Namysłowie, ks. Marka Kruszewskiego z parafii św. Maurycego we Wrocławiu (wcześniej wikariusza w Namysłowie) oraz brata Aleksandra Kulawiaka ze Zgromadzenia OO Bonifratrów z Kalwarii Zebrzydowskiej.Tutaj muszę podać, że chociaż od początku pielgrzymki – siedząc na dalekich tyłach autokaru w najbliższym sąsiedztwie z bratem Aleksandrem mieliśmy możliwość “walki na języki”, zwłaszcza gdy zarzucałem Jego Zgromadzeniu doprowadzanie mnie do ubóstwa przez odbieranie mi pacjentów, których leczeniem zajmują się, (a nazywałem Go “male-fratrem”, a ni
e “boni-fratrem”) zamiast czas ten poświęcić na modlitwy – to należy przyznać, że:Założycielem zakonu
Bonifratrów był św. Jan Boży, ur. 8.03.1495 w Montemor o Novo w Portugalii( a zmarł 8.03.1550. w Granadzie w Hiszpanii). Jan Cidade (jego nazwisko) będąc małym chłopcem opuścił rodzinny dom, za namową przygodnego pielgrzyma, brał udział w walkach cesarza Karola V z Francuzami i Turkami, służył w Afryce hiszpańskiemu szlachcicowi. Już będąc księgarzem w Granadzie wysłuchał kazania bł. Jana z Avili, co pobudziło go do odmiany życia i moralnej odnowy. Poświęcił się zakładaniu szpitali i domów opieki dostępnych dla wszystkich chorych (fizycznie i umysłowo) bez względu na status materialny, pochodzenie czy wyznanie. Po śmierci Jana Bożego wspólnota pielęgniarzy została w 1571 r. zreorganizowana przez papieża Piusa V w zakon bonifratrów – Zakon szpitalny Świętego Jana Bożego (Ordo Hospitalarius Sanctii Joannis de Deo = OH). Większość bonifratrów to bracia. Ich celem jest niesienie pomocy chorym i cierpiącym – jako lekarze, pielęgniarze, farmaceuci, laboranci, masażyści – prowadząc poradnie, gabinety specjalistyczne, czy szpitale – jak np. w Krakowie, czy na Opolszczyźnie w Prudniku (klasztor, szpital, apteka), lub hospicja (Wrocław, Legnica)Duszpasterstwo autok
arowe” przewodziło w porannych oraz wieczornych modlitwach i śpiewach - głównie maryjnych. Codziennie też mogliśmy uczestniczyć w Mszach św. – odprawianych na trasie naszej wędrówki przez naszych duszpasterzy, najczęściej w koncelebrze z gospodarzami odwiedzanych świątyń – we wspaniałych katedrach, jak i skromnych, budujących się czy odbudowywanych z wielkim trudem kościołach katolickich. Msze św. odprawiane były w intencjach indywidualnych, jak też o szczęśliwą podróż apostolską Ojca Świętego w dniach 23 - 27 czerwca na Ukrainę – do Kijowa i Lwowa, a również o błogosławieństwo dla kapłanów i sióstr zakonnych, pracujących w ciężkich, spartańskich warunkach, dla Rodaków żyjących w ciężkich warunkach materialnych na Ukrainie, ale też o zgodę między Polakami i Ukraińcami oraz o ducha ekumenizmu i zgodę licznych Kościołów działających na Ukrainie.VI
Niezmordowany w załatwianiu prostych i najbardziej skomplikowanych spraw, też niespodziewanych sytuacji – gdy np. już w Kowlu okazało się, że gospodarze omyłkowo spodziewali się przyjazdu tylko 39 osób i nie przygotowali miejsc noclegowych dla 49 przyjezdnych – był, do ostatnich chwil wspólnie spędzonych, wspaniały Karol Sutarzewicz.Jego ogrom pracy: pisanie licznych listów, mnogie telefoniczne rozmowy z władzami polonijnych stowarzyszeń na Ukrainie, z przyszłymi uczestnikami tej pielgrzymki, załatwianie licznych formalności, uzgodnień, a również “odpowiednie” smarowanie dróg, (zwłaszcza na przejściach granicznych) pozwoliły nam bez zbędnych trudności, denerwowania
się czy dodatkowego zmęczenia – przeżyć te wspaniałe, niezapomniane dnie, wzbogacając się duchowo, nawiązując nowe znajomości czy nawet przyjaźnie, a dodatkowo poznając naocznie trudne warunki życia naszych Rodaków.VII
Już teraz wspomnieć należy o wspaniałych współpielgrzymach:Nie sposób wymienić wszystkich – ale (poza naprawdę sporadycznymi epizodami spóźnień czy zaginięć) - wszyscy uczestnicy byli tak punktualni i sprawowali się tak jakby każdy z nich urodził się i wychował w Wielkopolsce, czy wręcz w Poznaniu.
VIII
Choćby w skrótowej formie należy przedstawić nasze przeżycia – będą to jedynie pobieżnie czynione obserwacje i relacje z osobistych odczuć i uzyskanych wiadomości.A więc w kolejności zwiedzania:
witamy wieczorem w sobotę 19 maja 2001 roku.Kowel w Obwodzie Wołyńskim nad Turwią (w dorzeczu Prypeci), założone na terenie Księstwa Halicko – Włodzimierskiego, wzmiankowany w 1. poł. XIV w , w XIV w. włączony do Wlk. Księstwa Litewskiego, w 1569 do Korony, prawa miejskie od 1518. Do 1939 r. znaczne skupisko Żydów (60% z 13 tys. mieszkańców), obecnie ok.75 tysięcy mieszkańców.
Przyjazd na pie
rwszy nocleg i tu niespodzianka: brakuje 10 miejsc noclegowych. Zastanawiamy się jak spać w autokarze. Okazuje się, że miejscowi Polacy i ich przyjaciele bez trudu i szybko znajdują dla nas kwatery. My we dwoje trafiamy do bardzo życzliwego nauczyciela WF pana Aleksandra Fomuka, który aktualnie gospodarzy z córką Ireną, uczennicą 8. klasy (żona zarabia pracując we Włoszech, a starsza 19-letnia córka studiuje w Charkowie filologię angielską i niemiecką). Gospodarz – z pochodzenia Ukrainiec – jest wspaniałym kucharzem: sam gotuje obiady, upiekł smaczne bułeczki, przygotowuje posiłek, a na dodatek choć praktycznie abstynent (!!) podaje nam przepis na przepyszną jałowcówkę i likier pomarańczowo – kawowy, własnoręcznie spreparowane, które degustujemy, podziwiając liczne talenty przemiłego gospodarza, w tym też przepiękne artystycznie skomponowane fotografie przyrodnicze i kilkuset tomowy księgozbiór.Jego przepisy:
Jałowcówka: owoce jałowca zalać wódką; intensywność smakowo - zapachowa zależy od ilości zalanych owoców i czasokresu leżakowania.
Likier kawowo–pomarańczowy: 1 litr wódki + skórka z 1 pomarańczy + 44 ziarna kawy + 44 łyżeczki cukru; co kilka dni wstrząsać, a począwszy od 44 dnia zdatny do smarowania podniebienia.
Rano w niedzielę 20.05. – o godz. 9:oo uczestniczymy w Mszy św. w drewnianym kościele p.w. św. Anny, przeniesionym do Kowla z oddalonej o ok. 60 km Wiszenki. Stoi on na miejscu największego w Kowlu – zburzonego po częściowym zbombardowaniu go w czasie ostatniej wojny, (jego bardzo wysoka w
ieża była doskonałym punktem dla obserwatorów niemieckiej artylerii). Około godziny 12:00 wyjeżdżamy do Ł U C K aŁuck nad Styrem (dopływem Prypeci), ośrodek administracyjny Obwodu Wołyńskiego, ok. 220 tys. mieszkańców, W. Szkoła Pedagogiczna, filia Politechniki Lwowskiej, muzeum regionalne z galerią sztuki, filharmonia. Na wzgórzu między Styrem a jego dopływem Głuszec pozostałości zamku Lubarta. Liczne tereny zielone, w dolinie Styru miejski park o powierzchni ok. 100 ha. Łuck jest siedzibą biskupstwa rzymsko-katolickiego (jednego z 4 powstałych na Ukrainie po 1990 r.)
W katedrze (z kopulastymi wieżami) znajduje się kopia obrazu Matki Boskiej Łuckiej, którego oryginał (?) znajduje się na Dolnym Śląsku, chociaż nie jest to pewne, iż jest to oryginał, ponieważ istnieje też domniemanie, że obraz ten spłonął. W katedrze tej oglądamy piękną kopię obrazu Matki Boskiej Podola i Wołynia czyli MB Latyczowskiej. (Oryginał tego obrazu znajdował się w ufundowanym przez Potockich kościele Dominikanów, a po zburzeniu kościoła przez kozaków w 1648 – przeniesiony został do Lwowa, w 1772 powrócił do Latyczowa, a obecnie znajduje się w Lublinie). Pod nim wisi obraz MB Częstochowskiej.
O historii katedry i smutnych dziejach Łucka oraz diecezji opowiada ks. prałat Augustyn – Łotysz, od 1969, po pobycie w Samborze, Stryju, obecnie proboszcz katedry, mówiący wspaniałą literacką polszczyzną. Pierwsza katedra spaliła się w XVIII w. Następną budowali Jezuici. Bolszewicy zamienili ją na magazyny, następnie na muzeum. W prezbiterium brak obrazów – poprzednio w ołtarzu głównym wisiał obraz Trójcy Św. – spalił się. Obecnie wisi olbrzymi krzyż drewniany. W rozległych podziemiach prowadzone są obecnie prace restauracyjne i wykopaliskowe.
Tutaj rezydował bp Szelążek – najstarszy około 90 letni wtedy więzień komunizmu, zmarł w 96 r. życia, pochowany w Toruniu.
Obok katedry b. kościół i klasztor SS Brygidek (Zakon św. Brygidy = Zakon Najświętszego Zbawiciela = Ordo Sanctissimi Salvatoris = OSSalv) przez komunistów zamieniony (jak również we Lwowie) na więzienie.
Po przeciwnej stronie rozległego placu na niewysokim wzniesieniu w miejscu dawnego zamku, zbudowanego na przełomie XIII i XIV w. będącego wtedy siedzibą księcia Lubarta Gedyminowicza, wojewody wołyńskiego, znajdują się odrestaurowane budynki, w tym parterowego dworu tzw. domu szlacheckiego, obecnie muzeum obrazów. Na dziedzińcu resztki soboru św. Jana Teologa. Teren zamkowy, położony w zakolu Styru i ujścia do niego rzeczki Mały Głuszec, otoczony jest zrekonstruowanym murem obronnym i basztą w części północnej. W niej też zwiedzamy muzeum dzwonów (zrabowanych z licznych cerkwi i kościołów).
Jak w poprzednich miastach – i tutaj w serdecznej atmosferze odbywa się spotkanie z rodakami, w tym z prawie całym Zarządem Polskiego Towarzystwa Kulturalnego. Wobec bardzo napiętego programu – jak zwykle dotychczas (i w ciągu następnych dni) - trzeba skracać rozmowy z Rodakami, a o godzinie 16,00 osiągamy:
D U B N O nad IkwąDubno , wzmiankowane 1099, od poł. 14. w. potężna twierdza, w 1498 otrzymało prawa miejskie. Własność od XIV w. Ostrogskich, od 1619 Zasławskich, następnie od 1673 Lubomirskich. Od 1795 w zaborze rosyjskim, w latach 1920 – 1939 znów należało do Polski. Obecnie ok. 45 tysięcy mieszkańców. W 2000 r. miasto świętowało swe 900 – lecie Miasto początkowo było własnością Rurykowiczów, pod koniec XIV w. Władysław Jagiełło nadał je Teodorowi Daniłowiczowi, księciu na Ostrogu i ta rodzina uczyniła z niego niezdobytą twierdzę.
Uczestniczymy
we Mszy św. w wybudowanym w 1938 r. kościele p.w. św. Jana Nepomucena, który w czasach komunizmu zamieniony był na salę gimnastyczną, teraz znów od 1990 r. służy katolikom. Przewodniczy koncelebrze ks. Aleksander Gamalijczuk, który został wyświęcony jako pierwszy Ukrainiec po 1990 roku. Kazanie wygłasza ks. prałat Matyka, przypominając rolę kapłanów w czasie zagrożenia (cytuje przykład z “Dżumy” Alberta Camus) i przywołując słowa Jana Pawła II z “Dar i odpowiedzialność” i wzywając wszystkich: mieszkańców Dubna jak i nas pielgrzymów do stałego otaczania modlitwą kapłanów i siostry zakonne, pracujących w tak trudnych warunkach.Następnie zwiedzamy pałac Ostrogskich, położony w zakolu Ikwy i jej rozlewisku, który, po utracie znaczenia obronnego, został w końcu XVIII w. przebudowany przez Lubomirskich na reprezentacyjną rezydencję, w którym do 1939 r. miało swą siedzibę starostwo powiatowe. Tutaj znajduje się obecnie muzeum, w którym podziwiamy czasową wystawę haftowanych, “obrazów” przedstawiających kwiaty,
pejzaże, oblicza świętych, sceny rodzajowe - dzieła p. Leokadii Zagalskiej (której matka - Anna Badycz również posiadała taki talent, a doskonaliła go w klasztorze Karmelitanek w Dubnie).Klasztor Karmelitanek Bosych, zbudowany w 1630 r. – stojący naprzeciw zamku - dzisiaj mieści szpital onkologiczny.
Przejeżdżamy koło domu Stanisława Skalskiego, generała, ur. w 1915 r., lotnika biorącego udział w “Bitwie o Anglię” w czasie II wojny światowej, następnie w Tunezji – twórcy Polskiego Skrzydła Myśliwskiego, tzw. “Cyrku Skalskiego”, którego lotnicy w skrzydle 131 i 133, też w lotach nad Saharą, dokonywali bohaterskich czynów. Widzimy dom, w którym zmarł Tadeusz Czapski - wybitny działacz oświatowy.
Wspaniałej gościnności doznajemy w rodzinie pana Jarosława Zembala (gości też drugą – z trzech biorących udział w pielgrzymce – parę małżeńską: pp. Agnieszkę i Mariana Mazurów z Wrocławia). Pan Jarosław dyrektoruje w odległej ok. 30 km szkole wiejskiej, w której zabiegać musi również o wyżywienie dla uczących się głodnych dzieci, o które nie dba żadna władza. Aby starczyło mu na utrzymanie 16-letniej córki i żony (też nauczycielki, która nie pracuje, a leczy się nadal – poprzednio przez ponad rok przebywała w szpitalach z powodu choroby popromiennej, skutku katastr
ofy w elektrowni w Czarnobylu), a także na lekarstwa, musi uprawiać użyczone mu 0,5 ha ziemi, hodować świnię, kury, ale też dla utrzymania minimalnie wyższego poziomu życia i na koszta utrzymania samochodu – zresztą starego – trudnić się pośrednictwem znajdowania pracy w Portugalii - tutejszym najbiedniejszym, szukającym zarobku nawet tak daleko.Poznajemy nauczycielkę Olgę Pidpidacz, która pracuje w swym zawodzie przez 6 miesięcy w roku, pozostałe przeznacza na właściwe zarobkowanie – sprowadzanie z Niemiec – przez Polskę - używanych samochodów, lodówek, pralek itp.
Bardzo aktywny zawodowo i w polskich organizacjach pan Roman Kowalski, lekarz, stale uśmiechnięty, pogodny, uczynny, posługujący się przepiękną polszczyzną, który służy nam jako przewodnik, barwnie relacjonując zdarzenia historyczne dotyczące Dubna, też współczesnych: o konkursie recytatorskim poezji polskiej, o obchodach 175 rocznicy śmierci Antoniego Malczewskiego, którego powieść poetycka “Maria” (1825) osnuta jest na tle głośnej wówczas tra
gicznej śmierci G. Komorowskiej, żony S. Potockiego, zamordowanej w 1773 r. przez zauszników jego ojca, sprzeciwiającego się temu małżeństwu. Twórczość A. Malczewskiego dała początek ukraińskiej szkole poetów.W poniedziałek 21. maja 2001 rano wyruszamy, by odwiedzić kolebkę jednego z trzech polskich wieszczów – Juliusza Słowackiego:
KRZEMIENIEC w obwodzie tarnopolskim. Około 27 tys. mieszkańców. Gród w Księstwie Halicko – Wołyńskim, wzmiankowany 1226, w poł. XIV w. włączony do Wlk. Ks. Litewskiego, w 1569 do Korony. Na Wzgórzu Bony – zamek z XIII w., rozbudowany z fundacji królowej Bony, podstępem zdobyty przez Maksyma Krzywonosa, zburzony nie podniósł się już jako twierdza niezdobyta. Krzemieniec po 1919 r
. znów należał do Polski. Tutaj urodził się w 1809 roku Juliusz Słowacki. Od 1805 r. istniało słynne Liceum Krzemienieckie.Oczekuje nas tutaj niezmordowana, teraz 89- letnia pani Irena Sandecka, wielka erudytka, gorąca patriotka, absolwentka słynnego Liceum Krzemienieckiego i Uniwersytetu w Rydze. Z wielką swadą opowiada o dziejach Polski na tych rubieżach, szczególnie Krzemieńca, też cierpieniach ludności polskiej w czasach ostatniej wojny (i nie tylko). W kościele św. Stanisława Biskupa Męczennika i św. Teresy od Dzieciątka Jezus, który zbudowany został w 1857 r. (i nigdy nie był zamknięty, nie było księdza, a ludność modliła się sama – bo pozostali ideowi Polacy) z wielką miłością opowiada o Juliuszu Słowackim, recytuje jego wiersze ilustrując nimi swą prześliczną gawędę. Wzrusza zwłaszcza przy pomniku na grobowcu Słowackiego, usytuowanym w bocznej nawie, wówczas (w 1911 r.) nowatorsko wykonanym z brązu i granitu wg projektu malarza i rzeźbiarza Wacława Szymanowskiego (1859 – 1930), twórcy pomnika Chopina w Warszawie. Opowiadając o losie Polaków cytuje długie fragmenty, w tym “Byłem z wami, płakałem z wami...”, czy: “lecz zaklinam was, niech żywi nie tracą nadziei ...”
Pani Irena jest niezmordowana, nawet idąc z nami na Górę Bony stale opowiada barwnie nie tylko o historycznych zdarzeniach, ale i niedawnych (jak np. o uratowaniu Krzemieńca od zagłady, gdy papież Jan XXIII wstawił się do Chruszczowa – od którego wcześniej przyjął “nagrodę pokojową” ) czy sytuacjach bieżących i nie widać u Niej żadnych oznak zmęczenia czy zadyszki.
Dla zdobycia większej ilości wiadomości o Krzemieńcu zachęca pani Irena, by sięgnąć po reprint “Słownika Geograficznego Królestwa Polskiego i innych krajów słowiańskich” pod redakcją Filipa Sulimierskiego, Bolesława Chlebowskiego i Władysława Walewskiego, – wydanego w Warszawie nakładem Władysława Walewskiego, Druk “Wieku” w Warszawie Nowy Świat nr 59 – w roku 1883.
Po spożyciu smacznego obiadu (jak zawsze króluje przewspaniały ukraiński barszcz), o dalszych daniach nie wspominając – wsiadamy do autokaru – by kontynuować naszą pielgrzymkę. Kolejnym odwiedzanym przez nas miastem jest:
Równe, nad rzeką Uście (dorzecze Prypeci), miasto obwodowe, około 250 tys. mieszkańców. Wzmiankowane w 1282 r., w XIII w Wlk. Ks. Litewskim, od 1569 należał do Korony. W XV – XVII w. często niszczone przez Kozaków i Tatarów. Własność m.in. Ostrogskich, od 1723 Lubomirskich. Po rozbiorach – od 1921 znów w granicach Polski. Od września 1939 pod okupacją sowiecką (deportacje ludnoś
ci polskiej w głąb ZSRR, w latach 1941 – 44 pod okupacja niemiecka. Wtedy siedziba Komisariatu Rzeszy. Niemcy rozstrzelali ponad 100 tys. mieszkańców Równego i okolic, w tym ponad 28 tys. Żydów (którzy przed wojną stanowili ok. 70% ludności Równego, a żyło wtedy też w Równem ok. 9 tys. Polaków i 4 tys. Ukraińców)Jedziemy do kościoła św. św. Piotra i Pawła, zbudowanego w 1938 r. – jako kościół garnizonowy. Przyjmuje nas ks. Władysław Czajka, proboszczujący od 11 lat. Opowiada o martyrologii tutejszej ludności za czasów hitlerowców i sowietów. Do 1956 r. proboszczował tu kapucyn o. Serafin Kaszuba “boży wędrowiec”, później m.in. pracujący w Ostrogu, następnie zesłany na Syberię. Też o tym jak pokojowymi manifestacjami społeczeństwo Równego domagało się zwrotu i zgody na otwarcie kościoła, m.in. w przeddzień stanu wojennego w ZSRR w 1990 r - wysłał list do władz: “Zapraszamy Was na otwarcie kościoła..” i o dziwo przyszli.
W przykościelnym ogrodzie wśród trawników i pod drzewami ustawione stacje Drogi Krzyżowej, wykonane z bazaltu (materiału w okolicy łatwo dostępnego) oraz na półkolistym wolno stojącym w centrum ogrodu murze umieszczone tablice pamiątkowe ku czci pomordowanych Polaków i innych obywateli Równego oraz w obozach zagłady polskich oficerów w Katyniu, Miednoje, Ostaszkowie.
W kościele wzrusza nas młoda parafianka śpiewając (wykształconym muzycznie głosem) pieśń ze słowami swej babci – p. Tamary Ostrowskiej - która staje się nam przewodniczką – m.in. pokazuje cmentarz katolicki, na którym spoczywa 130 legionistów, poległych w walkach z bolszewikami w 1920 r. i pomnik ludzi zamordowanych przez hitlerowców.
Spotkanie z Wołyniem.
Kraju mój drogi, mój kraju wołyński, co powiesz mi dzisiaj, jak spotkasz ty mnie
Bo jadę do ciebie z serdecznym wołaniem, gdyż była to ziemia rodziców i mnie.
Pamiętam to miasto i miasta wokoło i lasy i rzeki i wsie
I radość dzieciństwa i miłość młodości, szczęśliwe były to dnie.
Gdzie tatuś, mamusia i babcia i dziadek chodzili do szkoły tu wraz
I śmiech mego dziecka i pieśń mojej mamy w pamięci brzmi ciągle u nas.
Dlaczego to czuję, bo smutno mi nieraz, o pięknym tym kraju tęsknotę ja mam,
Gdzie cicho spoczywa i babcia i dziadek na wieki zostali ci tam.
Kraju mój drogi, mój kraju wołyński do ciebie przyjadę nieraz,
Bo pieśń mojej mamy i głos mej ojczyzny ja tutaj poczuję nie raz.
Ze smutnych przypomnień jeszcze wiersz – do śpiewu – pani Ostrowskiej:
Katyń
Jasny jesienny dzień, słońce w niebiosach świeci,
ptaszki śpiewają, chmurki pływają, szczęśliwe rodziny, radosne ich serca
Pokój na ziemi jest.
Wszystkośmy mieli co trzeba do szczęścia
Ojczyznę, i ziemię i dom
i nikt z nas nie wiedział,
że czas następuje ciemnoty, zniewagi i łez.
Przyszli mordercy, spętali Ojczyznę, związali jej ręce, związali jej us
ta,i ziemia ściśnięta, bo boli, na sercu tak pusto i nikt nie pomoże.
I czuję, już idą, schwytali jednego, drugiego i wszystkich ułanów,
żołnierzy, kapłanów, służbowych i sędziów.
Tak lud ten nasz polski związany, skopany pognali daleko
powieźli na mękę, na śmierć.
I czuję jak idą, schwytali jednego, drugiego i wszystkich ułanów,
żołnierzy, kapłanów, służbowych i sędziów.
Jak ciężko im było w tym kraju katyńskim
to zna tylko ziemia zalana ich łzami i krwią
Ich dusze w jedności i serca zbliżone pod ziemią spoczęły na wieki.
Tam nasi rodzice i babcia i wujki z daleka ja słyszę ich głos.
Stąd oni się czują, a krew jeszcze sączy
i rana tak boli w rodzinach, u krewnych, u nas.
O ludu posłuchaj jak głośno ja śpiewam i proszę o pamięć dla każdego z nich !
Pamiętaj, ty synu, pamiętaj ty córko, każdy pamiętaj Katyń.
Pamiętaj te czasy, pamiętaj tę ziemię, pamiętaj rodaku o Nich !
Smutno na duszy, jednak trzeba nam dalej odbywać pielgrzymkę. Wieczór się zbliża – a czeka na nas
Ostróg, w dawnym województwie wołyńskim, (dziś w obłasti rówieńskiej) leży na rozległej równinie nad Horyniem u ujścia Wilii. W latach 1920 - 39. na samej granicy polsko – sowieckiej. Jest to stary gród ruski, wzmiankowany 1100r. Od 2. poł. XII w. w Księstwie Wołynskim, w XIV w. obiekt walk polsko – litewskich, od 1386 w Wlk. Ks. Litewskim, własność m.in. Ostrogskich, Zasławskich, Wiśniowieckich, Sanguszków, Jabłonowskich, którzy na początku XIX w. postawili dwór, ponieważ zamek był już w
ruinie. Prawa miejskie od 1528. Od XV w. liczne skupisko Żydów, jedna z 4 gmin żydowskich Wołynia posiadających przedstawicieli w Sejmie Żydów Korony. 1609 – 1753 ośrodek ordynacji. W 1617 na Ostróg i Wołyń napadli Tatarzy – spalili posiadłość Ostrogskich, wielu ludzi uprowadzili w jasyr. Po objeciu dóbr przez najmłodszą córkę księcia Aleksandra, Annę Chodkiewiczową – wkrótce zmarł tu w 1621 r. z odniesionych ran - jej mąż hetman Karol Chodkiewicz, zwycięzca spod Kirchholmu i Chocimia. W 1648 miasto spalone przez Kozaków. W r 1781 przebywał w Ostrogu ostatni król Polski Stanisław August Poniatowski. Od 1793 w zaborze rosyjskim. W 1924 r. gościł tu marsz. J. Piłsudski na święcie 9. p. uł. Wołyńskich.Jak zawsze dotychczas jesteśmy spóźnieni, jednak ludzie z tych terenów przyzwyczajeni są do czekania i są nadzwyczaj cierpliwi. Zastajemy ich przed kościołem wraz z przedstawicielami Towarzystwa Kultury Polskiej Ziemi Ostrogskiej oraz z ich proboszczem, ks. Józefem Kowalewem, pochodzącym z Białego Dunajca, olbrzymim brodaczem, pracującym od 1992 r. Kościół jest pod wezwaniem Wniebowzięcia NMP. O godz. 19;30 uczestniczymy we Mszy św. w poniedziałek 21. maja – święto św. Jana Nepomucena, który poniósł śmierć męczeńską 1393.03.21. w Pradze. Jako prawny doradca praskiego abp. Jana z Jens^ tejna uczestniczył w jego sporze o prawa kościelne z królem czeskim Wacławem IV Luksemburskim. Spośród 3 aresztowanych – jego torturowano i utopiono w Wełtawie (wg późniejszej tradycji za nieudane wymuszenie zdrady tajemnicy spowiedzi królowej Joanny – żony Wacława). Pomniki kultu, najliczniejsze na terenie Czech, Niemiec i na Śląsku - umieszczane są nad rzekami i na mostach. Przed wojną w Ostrogu działało seminarium nauczycielskie, szkoła ćwiczeń, szkoła rzemiosła. W okresie XII/1944 – I/1945 Polacy bronili się w kościele Kapucynów. W 1946 zamknięto kościół. W 1948 r. wracają Polacy zesłani do Kazachstanu. Wtedy – do 1957 r. pracował tu Sługa Boży O. Serafin Kaszuba.. We Mszy św. uczestniczy w niedziele ok. 120 – 150 osób, chociaż raz w roku ok. 500, na około 15 tys. mieszkańców.
Po Mszy św. parafianie zabierają nas do swych domostw. My z żona mamy szczęście znaleźć gościnę u matki diakona Borysa Hilko, lat 24, który ma otrzymać święcenia kapłańskie w dniu 2001.06.03. (za zgodą bp. ordynariusza o rok wcześniej, niż przewiduje to prawo kanoniczne, chociaż już rok po skończeniu studiów bez święceń pracuje jako wykładowca w seminarium. Mieszka on w odległym o 3 km Niemiszynie w innej już obłasti: Chmielnickij .
Z wielką serdecznością wita nas matka diakona p. Apolonia Łogunowa zd. Sokołowska, pracująca poprzednio jako tynkarka (innego żeńskiego odpowiednika na określenie tego u nas typowo męskiego zawodu ja nie znam, ponieważ w Polsce tynkarstwo jest typowo męskim, zajęciem), która z następnego małżeństwa ma też niepełnosprawnego syna Jura (ur. w 1989 r. – mówiącego po polsku wiersze, a który miał – według opinii tutejszych lekarzy - umrzeć zaraz po urodzeniu – a wymagającego niewątpliwie operacyjnego leczenia rekonstrukcyjnego w obrębie narządu ruchu), a też siostra Borysa –Natasza studentka III roku prawa na Uniwersytecie w Ostrogu. Dowiadujemy się, że są to studia płatne po ok. 50 dolarów USA za semestr, a jest to suma możliwa teraz do zapłacenia, ponieważ obecny mąż p. Apolonii – pracuje w Portugalii. Z tego też powodu Borys ma do dyspozycji stary, używany samochód. Nim też dojeżdżamy do sąsiadującej elektrowni atomowej – takiej jaka spowodowała niewyobrażalną katastrofę ekologiczną w Czarnobylu. Taki sam jeden reaktor jest już czynny (dwa następne są podobno zmodernizowane przez Szwajcarów). Mieszkańcy są jednak zadowoleni, bo mają stale prąd (który w innych miastach często jest wyłączany) i wodę (w innych – nawet dużych miastach - wyłączana jest zazwyczaj od godziny 24. do 6. rano) tutaj nawet ciepłą, ponieważ woda jest potrzebna dla chłodzenia rdzeni reaktora. Tak więc obawa przed ewentualna katastrofą, jak czarnobylską, kompensowana jest doraźnymi, a niewątpliwie w innych miejscowościach nieosiągalnymi “korzyściami”
Rano – we wtorek 2
2. maja 2001 – spotykamy się na wspólnej Mszy św., sprawowanej przez prał. Aleksandra Matykę w intencji umożliwienia leczenia w Polsce 12– letniego Jurija i jego całej rodziny, szczególnie przyrodniego brata Borysa, mającego być wkrótce wyświęconym na kapłana katolickiego.Po Mszy św. udajemy się na zwiedzanie Ostroga. Wpierw do muzeum książki – mijając pomnik wzniesiony ku czci Iwana Fedorowicza Fiedorowa, ktory pierwszy wprowadził druk na teren dzisiejszej Ukrainy – gdzie znajdują się zarówno białe kruki drukarstwa – jak najstarsza biblia drukowana na terenie dzisiejszej Ukrainy, jak i takie cymelia, jak choćby książka p.t. “1918 – 1928 Dziesięciolecia Odrodzenia Polskiej Siły Zbrojnej”.
Następnie zwiedzamy część Akademii Ostrogskiej - Uniwersytetu posiadającego m.in. takie kierunki jak: prawo, ekonomia, filologia angielską, ekonomia, kulturoznawstwo czy historia i etykę chrześcijańska . Tam tez poznajemy historię i współczesność uniwersytetu. Udajemy się też na chór kaplicy pałacowej, skąd możemy podziwiać kaplicę pałacową (obecnie salę koncertową i aulę wykładową). W holu głównym Akademii widzimy portrety wodzów kozackich – jak Chmielnickiego, Sachajdacznego, Nalewajki czy innych.
Teraz już czas najwyższy, by udać się w dalszą drogę i już przed nami pojawia się:
S ł a w u t aSławuta, w wojew. chmielnickim, nad Horyniem (dopływem Prypeci), zał. w 1 poł. XVII w., obecnie ok. 35 tys. ludności. Należała pierwotnie do ordynacji ostrogskiej, następnie do Sanguszków. Od 1793 w zaborze rosyjskim. Ośrodek dóbr i rezydencja Sanguszków. Słynna stadnina koni arabskich. Pałac z XIX w., spalony w 1917 ze zbiorami sztuki, archiwum i biblioteką, zawierającą około 25.000 woluminów. Wcześniej W XIX w. rozwój przemysłu: fabryka sukna, papieru, tartak, z
Wita nas bardzo serdecznie Prezeska Towarzystwa Kulturalnego Polskiego p. Helena Sokołowska. Tutaj, jak we wszystkich ośrodkach, pozostawiamy część naszych skromnych darów, wnosząc je po stromych żelaznych ażurowych schodach na 1. piętro do pomieszczenia – pokoju spotkań rodaków. Następnie przechodzimy do kościoła p.w. św. Doroty. Tutaj wita nas bardzo energiczny ks. Jan Szańca, pochodzący z Jarosławia. Przedstawia historię Sławuty, rodu Sanguszków, dzieje kościoła. Kościół zbudowany został w 1825 r. przez ks. Eustachego Sanguszko, na wzór kościoła św. Eustachego w Paryżu. W czasach okupacji niemieckiej kościół był czynny. Sowieci zdewastowali kościół, przekształcając go w magazyn soli (a to spowodowało niebywałe zawilgocenie murów). Pozostały w prezbiterium na wysokości 1. piętra drewniane wykusze (z których rodzina Sanguszków słuchała mszy) oraz również z czarnego drewna ambona. Akustyka jest tak wspaniała, że głos kaznodziei słychać we wszystkich zakątkach świątyni. Demonstruje to ksiądz dziekan. Pozostały też na ścianach kościoła epitafia rodu. W podziemiach znajdowały się trumny, lecz w 1950 r. wykradziono je, a zwłoki sprofanowano
Dowia
dujemy się, że diecezja kamieniecka (do której należy Sławuta) obejmuje obszar 296.000 km 2, co stanowi prawie wielkość Polski: 312.685 km2, a pracuje w niej jedynie 147 księży. Do parafii w Sławucie należą 84 wioski, ale księża dojeżdżają “jedynie” do 34.Na zewnątrz znajdujemy żelazną trumnę – skrzynię maleńką, w której pochowany był karzeł nadworny błazen – trefniś, z odlanym na niej napisem: “Jakubowi Szpala nazwanemu Deszpal. Wiernemu towarzyszowi i przyjacielowi pięciu pokoleń XX Sanguszko zmarłemu dn
ia 9. marca 1857.”Zwiedzamy podziemia, gdzie tylko jedna czaszka zachowana, ustawiona na postumencie, reprezentuje wszystkich poprzednio tu spoczywających. Modlimy się za ich dusze. Następnie przechodzimy do remontowanej kaplicy, przybudowanej już pierwotnie do absydy. Ks. proboszcz urządzi tu kaplicę Matki Boskiej Fatimskiej.
Przejeżdżamy przy zachowanych jeszcze resztkach żelaznego ogrodzenia, które otaczało kiedyś pałac (dziś nie ma nawet fundamentów) i zabudowania stajenne – teraz garaże wojskowe. Jedziemy do śródmieścia i wchodzimy na niewyobrażalnie zaniedbany cmentarz polski (obecnie również ukraiński), sąsiadujący z terenem targowiska. Kupcy i kupujący traktowali go jako teren dla załatwiania potrzeb fizjologicznych. Przy poparciu miejscowego mer
a odgrodzono go murem od targowiska. W ubiegłym roku, przy pomocy ochotników – harcerzy z Polski rozpoczęto porządkowanie grobów, ustawianie powalonych pomników, zabezpieczanie otwartych grobowców. W bieżącym roku znów przyjedzie grupa harcerzy do tej pracy. Roboty jest na wiele jeszcze lat.Teraz żegnamy się z przemiłą panią Prezes i jej synową lekarką - pediatrą.
Następnym etapem naszej wędrówki jest dzisiaj (2001.05.22.- wtorek)
Szepietówka, obecnie 55-ty
Na obrzeżu miasta zajeżdżamy do klasztoru i kościoła SS Józefitek (wybudowanego w 1985 r. w stylu neogotyckim z 2 wieżami. Władze miasta nie zgodziły się sprzedaż innej działki w śródmieściu – dlatego powstał klasztor i kościół na dalekich peryferiach. Już aktualnie byłaby możliwość kupienia placu w śródmieściu – niestety za późno już, więc: “daremne żale, próżny trud, bezsilne złorzeczenia..” Posługi kapłańskie pełni o. Bernar
dyn z Leżajska, pracujący tutaj od 4 lat.W mieście istnieje cukrownia, zbudowana przez Potockiego, wybudował też klub dla pracowników. Władze sowieckie postawiły bloki mieszkalne na miejscu polskiego cmentarza.
Dowiadujemy się, że istnieje tu muzeum urodzonego w Szepietówce Nikołaja A. Ostrowskiego (1904– 36), działacza Komsomołu, ociemniałego i sparaliżowanego od roku 1928, autora opartej na motywach autobiograficznych powieści “Jak hartowała się stal”, w Polsce w latach 50-tych zaliczanej do obowiązk
owych lektur szkolnych, a której bohater stawiany był za wzór komunistycznej młodzieży.Ludność jest podobno bardzo życzliwie nastawiona do duchowieństwa katolickiego i sióstr zakonnych.
Po objeździe miasta, w tempie turystów amerykańskich, lecz nawet nie zatrzymując się dla zrobienia zdjęć fotograficznych choćby przez okna autokaru, jedziemy dalej, bo niewątpliwie na nas spóźnionych oczekują rodacy, których miejscem zamieszkania jest
Ż y t o m i e r zŻytomierz, nad rzeką Tetieriew (cietrzew) i jego dopływem Kamionką, (dorzecze Dniepru), m. obwodowe, ok. 305 tys. mieszkańców, zał. w 2. poł. IX w. , należał do Ks. Kijowskiego, jedno z największych miast Rusi, w 1320 włączone do Wlk. Ks. Litewskiego, od 1569 w Koronie. Prawa miejskie od 1441. Od 1667 siedziba uszczuplonego woj. kijowskiego, sadów grodzkich, ziemskich. Od 1793 w zab. rosyjskim, 1807 – 1917 stol. guberni wołyńskiej. W 1922 –91 w Ukraińskiej SRR, w latach 1941 – 43 pod okupacją niemiecką. Przemysł lekki, metalowy, spożywczy, drzewny, fabryka instrumentów muzycznych.
Jak dotychczas tradycyjnie już – i tutaj zjawiamy się z opóźnieniem – jednak niezawodni rodacy, nauczeni smutną rzeczywistością trwającą już od ponad 80 lat – cierpliwie nas czekają.
Wraz z małżeństwem pp. Mazurów z Wrocławia i koleżanką – lekarką z Kluczborka p. Franciszką Paprocką – zostajemy “zaanektowani” przez panią Janinę Monasterską i przez trzy dni jesteśmy oczarowani jej niesamowitą gościnnością i serdecznością w skromnym mieszkaniu na 4. piętrze starego , jeszcze chruszczowowskiego bloku przy ul. Kijowskiej 58/37. Ze wzruszeniem słuchamy jej opowieści o jej i jej rodziny losach (do czego zachęcaliśmy ją swymi pytaniami).
Rano w środę 23. maja zbieramy się przed katedrą św. Łucji, gdzie znajdujemy m. in. kopię cudownego obrazu MB Berdyczowskiej – podobnej wzgl. wzorowanym na obrazie MB Śnieżnej z Rzymu. W bocznym ołtarzu widzimy cudowny obraz MB Gorbuliwskiej.
Pani Ludmiła Snicar katechetka, sekretarka, równocześnie księgowa parafii barwnie opowiada o losach Polaków, których najwięcej pozostało na Zytomierszczyźnie. Proboszczem parafii katedralnej jest ks. Ludwik Kamilewski, który bywa we Wrocławiu, a także w Namysłowie.
Za czasów ZSRR były w tych krajach jedynie 34 czynne kościoły, a obecnie na Ukrainie jest 700 punktów sprawowania nabożeństw (kościoły, kaplice, pokoje w odległych wsiach, w których odprawia się Msze św.). Podkreśla wielką pomoc polskich zgromadzeń zakonnych. Uważa, że “Rodzina polska” sen. Stelmachowskiego musi uczyć polskości. Wiele znaczą kontakty dzieci i młodzieży – np. spędzających wakacje w Polsce.
Następnie przechodzimy do pobliskiej b. cerkwi prawosławnej, gdzie utworzono przyrodnicze muzeum, w którym mnogość i rozmaitość eksponatów jest imponująca. Unaoczniono też sztucznie warunki w jakich żyją zwierzęta w innych ekosystemach, tworząc nawet obrazy przestrzenne.
Dalej przechodzimy do prawosławnej cerkwi Przemienienia Pańskiego (Preobrażeńska cerkiew), w której sprawowane jest nabożeństwo. Kolejno zwiedzamy tzw. kościół seminaryjny – p.w. św. Jana z Dukli, w którym posługę sprawują dwaj księża Ukraińcy i dwaj Polacy. Oprowadza nas i z zapałem i swadą opowiada pani Ludmiła: Kościół ten należał do OO Bernardynów i do 1918 r. był on kościołem seminaryjnym. Komuniści odebrali ten budynek, podzielili go na 3 piętra. W 1988 r. ludność modliła się o zwrot tego kościoła – wtedy też ks. Aleksander Milewski (obecnie w Łucku) - a oddano dopiero w 1989, gdy ściana frontowa zawaliła się – o. Iluzeusz Chryńko (z Piotrkowa Tryb.) otrzymał zgodę na remont. W 1998 r. poświęcono cały kościół. Nie oddano jednak budynku klasztornego i do dzisiaj zajmowany jest on przez wojsko.
Obraz św. Jana z Dukli namalowała Pani Zofia Chryńko, teraz po zamężciu mieszkająca w Austrii. W bocznym ołtarzu znajduje się obraz NMP Wspomożenie Wiernych.
Przy parafii działa też III zakon franciszkański (skupiając około 100 osób), które szczególnie zajmują się udzieleniem pomocy chorym i biednym w szpitalach, domach opieki, domach starców.
Spacerem zwi
edzamy miasto, przechodząc obok Uniwersytetu Rolniczego nad rzekę Teteriw (cietrzew), za którą po stronie południowej rozciągają się olbrzymie tereny zielone, z parkiem z wieloma gatunkami drzew. Park ten pomagał budować ojciec Józefa Conrada – Korzeniowskiego.Przed budynkiem filharmonii odbywa się uliczny koncert orkiestry milicyjnej z sąsiedniego obwodu winnickiego. W całej Ukrainie jest ponad 800.000 milicjantów (chyba nie licząc innych pokrewnych formacji).
Po obiedzie udajemy się do muzeum kosmonautyki, znajdującego się w specjalnie wzniesionym budynku, przy ulicy na której stoi skromny budynek “ojca radzieckiej kosmonautyki” - Siergieja Pawłowicza Korolowa. Obok muzeum stoi na cokole jego popiersie.
Następnie składamy wizytę w Domu Polskim, gdzie spotykamy się z aktywistami polonijnych organizacji: p. Mirosławą Starowierową, nauczycielką języka polskiego – w szkole nr 36 im. Jarosława Dąbrowskiego, położonej przy ulicy jego imienia ( Jarosław Dąbrowski urodził się w Żytomierzu) , również społeczną dyrektorką Domu Polskiego. Poznajemy tez panią Elżbietę Klejnot – nauczycielkę języka polskiego.
Dom Polski został wybudowany i wyposażony przez Energopol. Znajdują się tutaj pomieszczenia lekcyjne, biurowe, też pokoje gościnne. Odbywają się w tym Domu spotkania seminaryjne, zajęcia kółka teatralnego, zespołów wokalnych, nauki języka polskiego.
W Źytomierzu Ignacy Paderewski kupił swemu ojcu dom. Działacze myślą o ew. wmurowaniu tablicy pamiątkowej, zbliża się bowiem 60. rocznica śmierci i 140. rocznica
urodzin Ignacego Paderewskiego.
W czwartek 24. maja wczesnym rankiem ruszamy na dalsze zwiedzanie. Krótko i bardzo pobieżnie możemy zwiedzić
Stolica Ukrainy i obwodu, nad Dnieprem, miasto ponad 2,7 milionowe, port rzeczny dos
Przewodnikiem jest nam 31 – letni ks. Wiesław Peski SAC (Palotyn), student psychologii i ukrainistyki na Uniwersytecie im. Tarasa Szewczenki [adres dla korespondencji: Ukraina, 02147 Kyiv a/s 57, tel/fax 0038/ 044/555-04-54, e-mail: peski@nbi.com.ua ] oraz dwie studentki psychologii, uczące się również języka polskiego, którzy, by nas prowadzić w tym wielkim mieście, czekają na nas na przedmieściu od strony Żytomierza, w okolicach, gdzie na stadionie Czajka – będzie odprawiać nabożeństwo Papież Jan Paweł II w czasie swej w czerwcu b.r. pielgrzymki na Ukrainę.
Na głównej ulicy Kijowa, dumie mieszkańców – Kreszcziatiku, trwają prace konserwatorskie i budowlane. Jedziemy obok terenów Uniwersytetu im. Szewczenki, terenów ogrodu botanicznego, muzeum zoologicznego – do Soboru Włodzimierskiego (książę Włodzimierz chrzcił Ruś w 988 r.)
na Bulwarze Szewczenki. Jest święto Wniebowstąpienia Pańskiego – odprawia się nabożeństwo z udziałem patriarchy prawosławnego Filareta (który w 1990 r. odłączył się od patriarchatu moskiewskiego). Na Ukrainie egzystuje sześć prawosławnych oddzielnych kościołów.Jedziemy do katolickiej katedry św. Mikołaja, w stylu neogotyckim, konsekrowanej w 1909 r. wtedy jako drugi kościół katolicki w Kijowie na ok. 40 tysięcy katolików. Oprócz niego drugim był kościół św. Aleksandra (zamieniony na planetarium przez bolszewików). Tutaj w katedrze proboszczem od 5 lat jest Oblat NMP ks. Stanisław Dudek.
Po Mszy św. koncelebrowanej przez niego i naszych księży – proboszcz zaznajamia nas krótko z historią kościoła i aktualnościami: Kościół czynny był przez 20 lat, następnie zamknięty, zamieniony na Salę koncertów organowych. I do dzisiaj nie został zwrócony właścicielowi – kościołowi katolickiemu. Od 1997 r. uzyskano jedynie
możliwość odprawiania Mszy św., ale klucze posiada portier i wydaje tylko na czas nabożeństw. Każdorazowo należy usuwać stół ołtarzowy, bo nadal odbywają się tu koncerty. Na wieży znajdowała się stacja zagłuszająca radio “Wolna Europa”. Pod katedrą przebiega linia metra i wyraźnie słychać przejeżdżające pociągi i odczuwa się drgania budowli. Proboszcz prosił, by chociaż zwalniać bieg pociągów na tym odcinku – jednak bez rezultatu.W prezbiterium – pod kopułą zachował się oryginalny duży napis: “Pod Twoją obronę uciekamy się Święta Boża Rodzicielko.” W głównym ołtarzu obraz MB Ostrobramskiej, a w bocznym (z Najświętszym Sakramentem) – obraz MB Nieustającej Pomocy. Msze św. odprawia się zwykle po ukraińsku, ale też w polskim języku. Tzw. kolęda odbywa się zaz
wyczaj wieczorem u jednej rodziny, która zaprasza księdza i innych znajomych czy sąsiadów.W Kijowie, oprócz parafii św. Mikołaja i św. Aleksandra istnieje jeszcze 5 małych parafii.
Sobór Chrystusa Króla był wysadzony w powietrze, w 1933 zburzony przez komunistów, od 1990 r. odbudowany, jest dumą narodu ukraińskiego. Przed nim pomnik – krzyż jako mała dzwonnica - z napisem w języku ukraińskim “Pamiątka ofiarom za wiarę i ojczyznę 1919 - 1991", a na ramionach
krzyża po polsku słowa: WIARA - NADZIEJA - MIŁOŚĆ - 1993.Dalej jedziemy do Soboru Sofijskiego, zbudowanego w 1038 r. w stylu bizantyjskim przez ks. Jarosława Mądrego. Było w nim bardzo wiele fresków i mozaik – została jedna trzecia część. Tam też grobowiec Jarosława Mądrego z białego marmuru.
Dzwonnica zespołu klasztornego ma wysokość 96 metrów.
Na osobną uwagę zasługuje zwiedzane przez nas w Peczerskim Muzeum Historyczno – Kulturalnym muzeum mikrominiatur, tworzonych przez Mikołaja Sergiejewicza Sjadristija (ur. w 1937 r., z zawodu inżyniera rolnika, który ukończył też wydział sztuki)
mikrominiatur, które można podziwiać jedynie przez mikroskop. Każda z jego prac jest unikalna, wytworzona przy pomocy unikalnych narzędzi. Są to np. –a/ w oczku igły umieszczona rzeźba ze złota przedstawiająca łucznika, na rydwanie ciągnionym przez konia, z łukiem, a strzała przyłożona do łuku i cięciwa mają średnicę 1/400 grubości włosa ludzkiego; -b/ złota kompozycja oparta na Ezopowej bajce “Lis i winogrono” – umieszczona w połówce pestki winogronowej; - c/ fregata “Łabędź Finlandii” ożaglowana, ze złota, platyny i szkła, której długość wynosi 3,96 mm, a której olinowanie (takielunek) ma średnicę 0,003 mm tj. 400 razy cieńsze od ludzkiego włosa, a model składa się z 280 elementów; -d/ “gałązka kwiecia”, obraz kolorowy przedstawiający pąki kwiatowe, rozwinięte kwiaty i liście na kilku gałązkach, na przekrojonej pestce jabłka; -e/ “Jaskółki” – 3 jaskółki w locie ze złota, grubości 5 mikronów i 3 pisklęta w gnieździe wykonanym z połówki inkrustowanego złotem ziarna maku; czy –f/ “Życie” postać ludzka ze złota wysokości 5 mikronów, która wywędrowała w przestrzeń ze sprężyny zegarka oraz wiele innych (ok. 30) zadziwiających rzeczywiście dzieł sztuki, estetycznych, drobiazgowo dokładnych,a również pełnych egzystencjonalnych przemyśleń.
Dalej podziwiamy poszczególne sobory, w tym Sobór Uspieński, a w jego wnętrzu Sobór Predteczi – św. Jana Chrzciciela, odbudowywany z oryginalnych, wydobytych z gruzów, materiałów budowlanych.
Jeszcze oczekiwanie, bez efektu, na ewentualną możliwość zwiedzenia Ławry Pieczerskiej, pierwotne miejsce pieczar wczesno - chrześcijańskich pustelników.
Jeszcze kilkanaście minut na spacer na wzgórze na plac Chwały, gdzie pomnik poległym, a stąd widok na nowoczesne blokowisko wschodniej części Kijowa i na Dniepr.
Widzieliśmy raptem najważniejsze tylko obiekty przecudnych pomników starej architektury, ale też niezmierzone obszary zielone, a mimo szeroko prowadzonych prac budowlanych, napraw ulic i budynków – jest to miasto czyste (jak i wszystkie pozostałe
zwiedzane przez nas miasta i miasteczka), może jedynie z wyjątkiem terenów przyległych do targowisk.
Teraz wracamy do Żytomierza, by przespać tu ostatnią noc i po wzruszających pożegnaniach z naszymi gospodarzami ruszyć dalej w kierunku na
Berdyczów, w obwodzie żytomierskim, ok. 100 tys. mieszkańców, w tym ok. 10% o polskich korzeniach. Berdyczów wraz z Wlk. Księstwem Litewskim w 1569 przyłączony do Korony, od 1793 w zaborze rosyjskim, 1922 – 1991 w Ukraińskiej SRR. W 1850 r. odbył się tu ślub H.de Balzaca z Eweliną Hańską. Ośrodek kultu maryjnego. Ufortyfikowany zespół klasztorny Karmelitów Bosych, fund. J. Tyszkiewicza ok. 1630, przebudowy
wany kilkakrotnie w XVIII w. przez Zawiszów, i Radziwiłłów z późnobarokowym kościołem z poł. XVIII w.Pierwsze kroki kierujemy do zespołu klasztornego OO Karmelitów Bosych zawsze, z wyjątkiem okresu panowania “najlepszego ustroju”, znajdował się w rękach Karmelitów. Obszernie o zakonie i sanktuarium opowiada O. Tobiasz – Tomasz Zarzecki z Warszawy (historyk i konserwator sztuki), a również O. Bernard – obecny proboszcz.
Warowny zespół klasztorny powstał w 1630r. z fundacji Jana Tyszkiewicza ( również jego brat Janusz ufundował kościół Dominikanów w Lublinie), po przebudowie zamku będącego twierdzą o 40 działach położonego na wzgórzu nad małą rzeczką Gniła Piać (zgniła pięta ?). Obok klasztoru, w którym przebywało około 40 zakonników, istniała szkoła dla chłopców (rolnicza, ludowego wytwórstwa), też drukarnia. W ramach zespołu istniał też punkt medyczny, apteka, dom pielgrzyma (pątnicy w dawnych czasach przychodząc nawet pieszo z dalekich stron – pozostawali zwykle przez kilka dni). W okresie powstania styczniowego drukowano ulotki, gazety, pisma patriotyczne – w odwecie car zarządził kasatę zakonu. Sanktuarium istniało, obsługiwane było przez karmelitów – występujących jako księża diecezjalni. Do 1939r. mógł dojeżdżać 1 ksiądz i odprawiać tylko jedną Mszę św.
Komuniści zabronili zabrania dóbr klasztornych do Polski, a przełożeni zakonu nie przewidzieli zasad działania bolszewików. W czasie długiej historii Berdyczów przeżył różne najazdy, ale sanktuarium nigdy poprzednio nie ucierpiało. Bolszewicy urządzili tu muzeum ateizmu i religioznawstwa. W czasie frontu II wojny światowej kradną korony Matce Boskiej. Następnie podpalają cały zespół, ogień strawił wszystko. Znaleziono później tylko relief obrazu MB Berdyczowskiej.
Kościół ma dwie kondygnacje: dolny w stanie pierwotnym, jak w okresie fundowania górny przebudowano i rozbudowano w stylu rokoko. Górny był miejscem modłów w czasie większych uroczystości. Górny nadal jest obrazem zniszczeń dokonanych. Przez lata nie miał dachu, w 1991 r. rosły tu jeszcze drzewa.
Powierzchnia bazyliki mniejszej to 900 m2, a wysokość do tzw. latarni 27 m. W latach 30-ych XX w. urządzono tu wiezienie. W kościele dolnym była sala sportowa i nawet po uzyskaniu zgody władz na przejęcie kościoła – sportowcy nie chcieli wpuścić wiernych. Grupa wiernych (ok. 80 osób) spała tu i pilnowała kościoła. Chociaż rozpowszechniano oszczerstwa, że katolicy to kaci, że piją krew dzieci – ludność przekonała się o przychylności katolików. Pomogły też cudowne zdarzenia – np. uzdrowienie komunisty – kierownika szkoły medycznej, chorego na raka. Byli i są nadal też wspaniali ludzie. O. Serafin Tyszko w 1990 r. odebrał kościół i już dn. 24.12. 1990 odprawił pierwszą Mszę św. Wszedł w dobre kontakty z cerkwią prawosławną (patriarchatu moskiewskiego). Do świątyni przychodzą modlić się również prawosławni.W dolnym kościele, w nawie głównej znajduje się obraz Miłosierdzia Bożego, który poświęcił Ojciec Święty na Wawelu. Oryginał obrazu cudownego MB Berdyczowskiej (który był zresztą wzorowany na Matki Boskiej z kościoła SM Maggiore w Rzymie zaginął lub został spalony. Obecnie w bocznej kaplicy dolnej znajduje się od 6 lat kopia (większa od poprzedniego obrazu) namalowana przez malarkę Teresę Mucha – Sowinską z Krakowa. Obraz ten będąc w Krakowie poświęcił Ojciec
Św. w kościele św. Jadwigi. Obraz był koronowany przez bpa Sołtysika z Kijowa w 1714 r. – po otrzymaniu breve papieża Benedykta XIV, a ponownie w 1998 papież Jan Paweł II wydał breve zezwalając na rekoronację Obrazu. Obecnie ponad obrazem znajduje się relief z blachy srebrnej, wagi ok. 15 kg. Wisi też ryngraf wotum – dar p. Marii zd. Tyszkiewicz (z Poznania).Odpust odbywa się w pierwszą niedzielę po 16. lipca.
Historii karmelitów, o której mówił O. Tobiasz, nie będę nawet skrótowo przedstawiał – odsyłam
do 44 stronic w 8. tomie lubelskiej – KUL - owskiej Encyklopedii Katolickiej.Przytoczyć należy wytłumaczenie powiedzenia: “Pisz do mnie na Berdyczów”. Pochodzi ono z okresu, gdy szlachta, zwłaszcza możnowładcy przyjeżdżali do Berdyczowa na targi a odbywały się one 4 razy w roku międzynarodowe i ok. 14 mniejszych – wtedy mieszkali w swych rezydencjach czy hotelach (a było w Berdyczowie ok. 100 hoteli, zresztą też ok. 100 złotników, a również 14 synagog) – to umawiając się ze znajomymi czy krewnymi mówili
“pisz do mnie na Berdyczów”. Dopiero z czasem to pierwotne znaczenie uległo zmianie i obecnie oznacza mniej więcej: “nie chce cię znać”, “nie mam czasu dla ciebie”, “odjeżdżam daleko” .Przejeżdżamy następnie koło resztek pałacu Zamoyskich, mieszkali tu również Radziwiłłowie.
Następnie zwiedzamy kościół parafialny św. Barbary, ufundowany przez Barbarę Radziwiłłównę. Tutaj w 1850 r. odbył się ślub Honore de Balzac’a z Eweliną Hańską. Za poprzedniego ustroju w kościele tym mieściła się szkoła sportowa koszykówki. Z wyposażenia kościoła została jedynie posadzka. Gdy w 1992 r. oddawano kościół to w prezbiterium rosły drzewa (tej części kościoła sportowcy nie używali).
Obecny proboszcz O. Stanisław (bezhabitowy) urodził się w Berdyczowie, a ochrzczony został w kaplicy mieszczącej się wtedy w glinianej chacie. Msze św. odprawia się po polsku, w piątki wieczorem po ukraińsku, w niedziele w obu językach. Katechizacja odbywa się po polsku. W niedziele we Mszy uczestniczy łącznie ok. 800 ludzi, w dni robocze wie
czorem ok. 100, a rano ok. 30 osób przychodzi na mszę.Jeszcze wstępujemy do szkoły muzycznej, gdzie również siedzibę ma polska organizacja kulturalna.
I znów czas nas goni. Przed nami
Winnica, miasto obwodowe, położone na wyżynie Wołyńsko – Podolskiej, ok. 400 tys. mieszkańców. Leży na skrzyżowaniu dróg płn - pd z Żytomierza do Kiszyniowa w Mołdawii i z Humania (wschód) do Tarnopola i dalej Lwowa na zach. Leży nad rzeką Boh (Południowy Bug), wpadającego wprost do Mo
rza Czarnego. Wzmiankowana w 1363, w księstwie halicko – włodzimierskim, 1395 w granicach Wlk. Ks. Litewskiego, od 1569 do Korony. Znajduje się tu muzeum Pirogowa, prof. uniwersytetu w Dorpacie, później w Petersburgu, anatoma oraz słynnego chirurga rosyjskiego, który wielkie doświadczenie zebrał podczas wojny kaukaskiej (1847) i krymskiej (1854), szczeg. w chirurgii urazowej, opracował wytyczne dla chirurgii polowej. Do dzisiaj stosuje się jego pomysłu, po amputacji części stopy, tzw. kikut Pirogowa. Winnica ma bogatą historię. Michał Zbaraski (zm.1516), do którego należał Wiśniowiec , przybrał nazwisko Wiśniowiecki,, ok. 1640 Jeremi Michał Wiśniowiecki rozbudował i ufortyfikował dawny zamek. Wielokrotnie Wiśniowiec był niszczony. Po 1774 był własnościa Mniszchów.Po południu zjawiamy się na ul. Sobornej, gdzie mijamy sobór prawosławny św. Mikołaja – podominikański i zwiedzamy kościół klasztorny MB Anielskiej, w którym znów od 1992 r. pracują Bracia Kapucyni. Do tego czasu była to sala koncertowa. Teraz po remoncie znów grają 30 głosowe organy. Poświęcenia organów dokonał były proboszcz tej parafii, obecny biskup pomocniczy lwowski bp Stanisław Padewski. Szacuje się, że w Winnicy mieszka ok. 50 tys. osób polskiego pochodzenia. Działają tu 4 różne stowarzyszenia polskie, jednak posiadają one niewielu członków.
O kościele i jego historii opowiada O. Jarosław, rodem z Gródka Podolskiego. Proboszczem jest O. Justyn. W ołtarzu głównym wisi kopia obrazu MB Anielskiej z kościoła kapucynów w Wiedniu.
Kościół i klasztor powstały z fundacji Ludwika Kalinowskiego, starosty winnickiego. Do 1888 istniał klasztor (wtedy skasowany), ale parafia istniała nadal, a kapucyni pracowali nadal, jednak nie jako zakonnicy. Służył jako kościół nawet od 1918 do 1931. Następnie do 194
1 był zamknięty. Niemcy zezwolili na otwarcie kościoła i był czynny do 1961r. Od tego roku było tu lektorium marksizmu – leninizmu (podzielono świątynię na piętra), na dachu ustawiono antenę nadajnika zagłuszającego radio Wolna Europa, a w piwnicy bunkier przeciwatomowy. Oddano go katolikom w 1991r., remontowany jest od 1992r. Świątynia jest zbudowana w stylu toskańskiego baroku, który przewiduje zwykle jedną nawę, ale tutaj są również niby-nawy boczne. Pan Jerzy Kukla z Polski restaurator organów sprawił organy z kościoła podominikańskiego. Działają one i odbywają się też koncerty. W sąsiednim budynku klasztornym mieszkają zasiedleni przez poprzednią władzę lokatorzy. Oddano jedynie ok. 1/3 pomieszczeń parteru.W nabożeństwach niedzielnych uczestniczy ok. 600 osób w niedziele. Odprawia się 6 Mszy św. W powszedni dzień odprawia się 2 msze. Katechezę prowadzą siostry Misjonarki Maryi i SS Kanoncjanki. Uczy się ok. 300 dzieci. Istnieje przy kościele niedzielna szkółka języka polskiego – przychodzi ok. 40 osób.
Z księżmi prawosławnymi patriarchatu moskiewskiego kontakt jest na uroczystościach państwowych.
Następnie udajemy się do kościoła Miłosierdzia Bożego. Proboszczem jest ks. Kazimierz Dudek, pochodzący z Leśnej Podlaskiej, z grona 11 rodzeństwa – starsza siostra wstąpiła do zakonu SS Miłosierdzia Bożego , starszy brat też jest księdzem (adres proboszcza: ul. Moskalenko 46, m. Winnica 286011, Ukraina). Pracuje tutaj od 6 lat – poprzednio 2 lata w Barze W tej dzielnicy Winnicy nie było kościoła, poprzed
nio “kościół” mieścił się w małej chatce. Wówczas było ok. 50 wiernych. W miejscu tego domu chciał postawić krzyż, v-merowa była przeciwniczką postawienia, jej matka ścięła poprzedni, a obecnie krzyż stoi w centrum osiedla. Mer miasta pan Wachowski jest bardzo przyjaźnie nastawiony. Proboszcz otrzymał za darmo grunt pod budowę kościoła. Pierwotnie buduje mały kościół w 1996 – wraz z budynkiem o pow. 400 m2, gdzie mieszkają tez siostry katechetki (Siostry od Aniołów: s. Teresa Jakubowska i s. Nela Kucak). W br. do I komunii św. przystąpiło 27 dzieci, ok. 30 par rocznie zawiera związek małżeński. Odprawia się 2 msze – jest aktualnie około 1000 wiernych. Codziennie dokarmia się ok. 30 dzieci z patologicznych rodzin, bez względu na ich przekonania. Obecnie rozbudowuje się kościół. Proboszcz chce do święta św. Faustyny 5. października br. doprowadzić do konsekracji całej świątyni, która ma być dziękczynieniem za pobyt Ojca św. na Ukrainie. Proboszcz jest bardzo pogodnym, wesołym człowiekiem, nie wstydzącym się “żebrać dla swego kościoła. Tabernakulum i obraz MB Ostrobramskiej otrzymał od biskupa Wacława ze swej macierzystej diecezji, z Siedlec.Dowiadujemy się, że pan Iwaszkiewicz, nasz współpielgrzym pochodzi z Winnicy, tutaj mieszkała jego matka.
I tutaj zosta
wiamy nasze skromne dary. Na budowie widzimy pracujących mężczyzn, wśród nich bardzo pogodnego młodego człowieka z widocznym defektem, który twierdzi, że tutaj, dla Boga i “tego księdza” warto pracować.Teraz naszym celem jest
Bar nad r
Zjawiamy się tutaj wieczorem w piątek 25. maja 2001. Nocleg znajdujemy w klasztorze SS Benedyktynek, położonym nad uroczym jeziorkiem. W klasztorze przełożona jest Polką, pozostałe siostry i postulantki to Ukrainki. Spożywamy wspaniałą kolację, słuchając pieśni kościelnych, ale też dumek ukraińskich, w wykonaniu postulantek, a zmęczeni udajemy się na spoczynek w pokojach 2 – 3 osobowych w hotelu, niedawno wykończonym. Rano, po zasłużonym wypoczynku napychamy się wspaniałościami, m. in. małymi “gołąbkami” w liściach winogronowych. Teraz udajemy się na mszę św. do kościoła św. Anny i św. Mikołaja, gdzie modlimy się za szczęśliwy przyjazd Ojca św. na Ukrainę i o odmianę serc hierarchii cerkwi patriarchatu moskiewskiego, by nie protestowali przeciwko przyjazdowi Papieża na Ukrainę. Proboszczem jest ks. Bronisław Biernacki, który po studiach w Seminarium w Rydze powrócił do swojej parafii, a Mszę św. prymicyjną odprawiał w zamkniętym kościele. Parafia liczy ok. 5.000 wiernych.
W ołtarzu głównym znajduje się obraz MB Barskiej. a w bocznej nawie obraz św. Mikołaja wg tradycji pędzla Adama Chmielowskiego [moim zdaniem autorstwo to musi budzić wątpliwości - jest zbyt kiczowaty jak na tego artystę – malarza, świętego – Brata Alberta]. Dawny kościół św. Mikołaja – drewniany – spalił się w czasie najazdów tatarskich Przez 72 lata ludność modliła się w kościółku (prezbiterium), w 1902 car wy
dał zgodę na rozbudowę. Już w 1937 r. zamknięto kościół, lokując w nim magazyn zboża. Dopiero Niemcy w 1943 r. wydali pozwolenie na odprawianie Mszy św., które to posługi sprawował katolicki kapelan wojsk niemieckich. Od 1957 nie było księży. W 1965r. zezwolono ks. Józefowi Kuczyńskiemu na sprawowanie posługi kapłańskiej (liczyli, że stary i nie pożyje długo). Od 1989 odnawia się kościół – szczególnie zewnętrznie: dach, wieże, trochę wnętrze. W bieżącym roku planuje się położenie nowej posadzki .Po mszy słuchamy koncertu w wykonaniu miejscowego chóru (30 osobowy mieszany) pięknie śpiewającego wzruszające nas pieśni, zaczynając od “Nie rzucim ziemi skąd nasz ród”, Gaude mater Polonia, dalej “przybieżeli sokołowie”, “goście jadą”, “kukułeczka” Następnie występ chóru dziecięcego (17 dzieci), śpiewających “Panienko daj dobrą noc..”. “Matce czyli: dwa kwiaty..”, “uśmiecha się rano”.
I jeszcze raz występ chóru dorosłych, który śpiewa ukraińskie dumki, modlitwę o pokój, “Matka”, “Królowo Bogurodzico..” i “Zdrowaś M
aryjo..”Jest to chór naprawdę bardzo dobry. Wielokrotnie występował w Polsce, współpracuje z chórami z Koszalina, też z dyrygentem z Poznania.
Teksty pieśni:
Matce
Na drogę życia wziąłem dwa kwiatki: od przyjaciela i od drogiej matki
I pomyślałem: mam dwa kwiatki świeże, zaraz się dowiem kto mnie kocha szczerze.
Najpierw zwiędły dwie gałązki ziela, potem zwiędły kwiaty przyjaciela,
Tylko kwiaty matki pozostały świeże, bo tylko matka kochała mnie szczerze.
O Polsko
O, Polsko, kraju świę
ty, o drogi kraju nasz,Ach, jakiż niepojęty ty dla nas urok masz
Potężna w tobie siła, żywota wieczny zdrój,
O Polsko moja miła, o drogi kraju mój.
Znad murów Częstochowy, gdzie Jasnej Pani wzrok
Twój lud przed wrogiem chroni, twój każdy śledz
i krok.I Jej puklerzem zbrojna, i w jej spowita czar
Szłaś dumna i dostojna pod Chocim, Wiedeń, Bar.
Gdzie wstęga Wisły płynie, aż po Bałtyku brzeg,
Tam imię twoje słynie, tam dziejów twoich bieg.
Po wyjściu z kościoła wykonujemy wspólną fotografię, spotykamy się na chwilę z siostrą zakonną – przedszkolanką i dziećmi.
Jeszcze krótkie informacje:
konfederaci barscy prawdopodobnie konferowali w klasztorze. Obok kościoła znajduje się grekokatolicka cerkiew z XVII w. W Barze istnieją trzy wyższe szkoły: muzyczna, fakultet prawniczy i pedagogiczny.
Teraz już naprawdę czas nas goni i musimy ruszać w dalszą drogę. Następnym celem naszej pielgrzymki w sobotę 26. maja jest:
Chmielnicki, do 1954 r. Proskurow,
.
W sobotę 26. maja zwiedzamy część miasta -
G r e c z a n y - oprowadzani przez p. Ludmiłę Dzindziałowską, b. studentkę w latach 1991 –96 filologii wschodniosłowiańskiej wtedy jeszcze WSP – obecnie Uniwersytetu Opolskiego (jej telefon 8-0382-554413), która z rozrzewnieniem wspomina swój pobyt w Opolu (“to były najpiękniejsze moje lata”), pamięta charyzmatycznego, uwielbianego przez studentów – i innych którzy go znali – duszpasterza akademickiego ks. Józefa Czaplaka SI, niestety już zmarłego.W tej dzielnicy – dawnej wiosce - mieszkają potomkowie Mazurów, którzy za buntowanie się – zostali tu przesiedleni przez króla Zygmunta Augusta. Największe skupiska Mazurów były w Czarnym Ostrowie i Markiewiczach. Są to ludzie względnie zamożni (handlują z Polską, Chinami). W Chmielnickim znajduje się jedno z największych targowisk – bazar , na którym handluje się nawet nocą.
Na cmentarzu w Greczanach symboliczny grób: “Pomnik ofiarom stalinizmu: Płoskirów, Greczany, Szroweczka, Maćkowice” i cytat: “Nie bójcie się tych, którzy zabijają ciało, ale duszy zabić nie mogą- Mt 10,28”
Kościół parafialny – powstały w 1926 r. jako kaplica cmentarna, zbudowany z cegieł innego rozebranego kościoła. W 1940 zamknięto go, jednak w 1942 kapelan armii niemieckiej odprawiał msze św., a za jego wstawiennictwem sprowadzono kapłana z Polski. W latach 1987/8 rozbudowany kościół. Proboszcz Tadeusz Sarota SI mówi o działalności parafii, w której pracuje 3 ojców, a do której należy o
koło 1/3 części miasta, też okoliczne wsie. W niedziele na 5 mszach modli się ok. 1400 osób (wcześniej było więcej, gdy przyjeżdżali ludzie z odległych miejscowości – nawet z całej obłasti). W dnie powszednie mało wiernych przychodzi rano, wieczorem 80 - 100 osób.Po obiedzie, który zjada tylko część współtowarzyszy podróży – pieszo zwiedzamy ulice starego miasta, z niskimi małymi domami, nie bojąc się, że na rynku spotkamy sienkiewiczowskiego Bohuna, na którego widok w pośpiechu uciekał pan Zagłoba, wraz z nim pan Michał i Rzędzian z wyrwaną z rąk Horpyny kniaziówną. Przy słonecznej pogodzie ruszamy dalej, by około godziny 17.oo zatrzymać się na krótko w
Tarnopol, miasto obwodowe nad Seretem, dopływem Dniestru, ponad 230 tys. mieszkańców. Osada ruska na terenie księstwa halicko – włodzimierskiego, w 2. poł. XIV w. włączona do Polski zniszczona przez najazd mongolsko – tatarski w XIV w., w 1540 J. Tarnowski buduje twierdzę dla obrony przed Tatarami Później własność m.i
n. Zamoyskiech, Sobieskich, Potockich. Od 1772 w zaborze austriackim, od 1919 w Polsce, 1941 – 44 pod okupacją niemiecką. Kościół i klasztor Dominikanów. Zamek Tarnowskich i Potockich – obecnie muzeum.3 szkoły wyższe.Zatrzymujemy się krótko w Tarnopolu - schodzimy ku przystani na “małym” przed wojną stawem (według mieszkających tu wtedy towarzyszy pielgrzymki), z małą wysepką na Serecie, po którym pływają całkiem spore statki.
Dawny kościół Dominikanów – o pięknej fasadzie z kwadratowymi wieżami pokryty zielonym dachem. Obecnie, po odbudowie ze zniszczeń wojennych, służy greko- katolikom którzy (co wynika z plakatów) oczekują niecierpliwie na przyjazd Ojca św.
W jego wnętrzu podziwiamy – po dwa po obu stronach wnętrza – repliki obrazów: po str. prawej MB Poczajewskiej i MB Zarwanickiej, a po lewej MB Tarnopolskiej i M Boskiej z Trembowli.
Teraz czas na dalszą podróż. Nadal w sobotę 26.maja już nie daleko czeka na nas słynny
Z B A R A ŻZbaraż, nad Gniezną (dopływem Seretu), ok. 17 tys. mieszkańców. Wzmiankowany w 1211 jako centrum księstwa zależnego od Halicza. Od XV w. w Polsce, własność m.in. Zbaraskich, od 1631 Wiśniowieckich, od 1774 Potockich. W 1649 (10.lipca do 22 sierpnia) broniło się tu wojsko polskie pod w
odza A. Firleja, S. Lanckorońskiego i M. Ostroroga, a faktycznie J. Wiśniowieckiego przed oblegającymi wojskami kozacko – tatarskimi pod wodzą B. Chmielnickiego i chana Islama III Gireja; oblężenie przerwano w wyniku ugody zborowskiej. Miasto od 1972 w zaborze austriackim, od 1919 w Polsce. Kościół i klasztor Bernardynów.
Przed kościołem wita nas proboszcz od 1995 r., ks. Maksymilian Żydowski, Bernardyn (poprzednio w Kalwarii Zebrzydowskiej), który sprawnie przydziela nas pielgrzymów do poszczególnych rodzin, swych parafian, którzy witają serdecznie znanych sobie już z poprzednich odwiedzin pielgrzymów, jak i nowopoznanych.
Trafiamy do pani Marii Grib (Grzyb), mieszkającej w: Seło Małego Załuzia, rejonu Zbarskiego , tarnopolskiej obłasti) nauczycielki angielskiego w szkole w Zbarażu (zarabiającej 140 hrywien miesięcznie), z którą miło jest prowadzić konwersację i w tym języku, nie tylko po polsku. Mieszka też jej mama p. Franciszka Zalewska ur. w 1926r. mówiąca prześliczną polszczyzną. Dowiadujemy się, że starszy syn p. Marii, 26 –letni Paweł, po skończeniu studiów ekonomicznych w Tarnopolu, pracował jako dyrektor drukarni w Tarnopolu, następnie redaktor gazety, a obecnie mieszka w Chicago, gdzie jest kierownikiem administracyjno – gospodarczym szkoły. Młodsza córka Wiktoria Dowhal (jej mąż Sasza = Aleksander - inżynier, przywiózł nas samochodem do domu swej teściowej) urodziła przed 2 tygodniami córeczkę Weronikę. W 1998 r. ukończyła średnią szkołę, odznaczona złotym medalem, a jest studentką wydziału fi
lologicznego Uniwerytetu w Tarnopolu, gdzie studiuje równocześnie filologię angielską, francuską oraz germanistykę i na dodatek filologię klasyczną. Niewątpliwie pomaga jej w tym doskonały słuch: jest organistką w tutejszym kościele.Po długich nocnych rozmowach - też po kolacji z księdzem proboszczem i w towarzystwie naszych duchownych i p. Karola – udajemy się na spoczynek, by skoro świt znów obżerać się wspaniałościami, przygotowanymi przez panią Marię i Mamę, też zresztą w towarzystwie jak wczoraj. Ok
azuje się, że proboszcz stołuje się tu zwykle, gdy ma na to czas. Dzisiaj śniadania nie zjada.Po mszy św. O. M. Żydowski opowiada o swym zgromadzeniu i kościele w Zbarażu
Po wiadomości o historii zakonu franciszkanów – obserwantów odsyłam do tomu II En
cyklopedii Katolickiej KUL – Lublin 1985 i encyklopedii zwyczajnych.Kościół p.w. św. Antoniego z Padwy, budowany przez Bernardynów, przybyłych tutaj w 1606r pierwotnie drewniany, a następnie od 1627r., na ok. 1600 palach dębowych w bagiennym, terenie barokowy z 13 ołtarzami, przykryty czerwoną dachówką z dwoma wieżami (i co jest wyjątkiem w takim budownictwie: z dodatkową mała wieżyczką nad sklepieniem kościoła). Za czasów “najlepszego z ustrojów” był tu magazyn nawozów sztucznych, a więc zawilgociły się
mury tak, że strop walił się, chociaż sklepienie zbudowane było z palonej cegły, a mury z kamienia wapiennego trzeba było częściowo skuwać. Przed wojną dach pokryty był blachą, później papą i przez ostatnich 15 lat lała się do wnętrza woda (w 1995 r. jeszcze rosły na gzymsach drzewa) – zgniły krokwie, łaty, murłaty. Kościół jest cały podpiwniczony. Obok stoją zabudowania klasztorne, których nie oddano. “Nieznani” sprawcy przed 3 laty oblali i podpalili kościół – ratowało kilka jednostek straży pożarnej. Stan dzisiejszy, choć daleki od zakończenia robót, to dzieło pracowitych wiernych, zwłaszcza kobiet, uporczywej pracy O. Maksymiliana, a również zagranicznych sponsorów.Obraz MB Zbaraskiej – to skopiowany przez Janusza Zborowskiego obraz MBoskiej Częstochowskiej, który komuniści zabrali i nie wiadomo co się z nim stało. Dzisiaj w bocznym ołtarzu wisi kopia.
Wyjeżdżamy, żegnani serdecznie przez O. Maksymiliana i udajemy się na zamek, budowany w latach 1626 –31. Obecnie muzeum etnograficzne i prehistoryczne. W holu olbrzymie portrety bohaterów ukraińskich (Chmielnickiego, Nalewajki, Krzywonosa i innych) ale też Jaremy Wiśniowieckiego. W części etnograficznej wiele ludowych przedmiotów, strojów, instrumentów muzycznych, ale też ikon, obrazów, uzbrojenia. Eks
ponowany jest również model zamku, który jest obecnie remontowany. Istnieją jedynie resztki wałów (kiedyś wysokości 12 m, szerokości 10 m, na których stało 50 m armat, a dodatkowo zabezpieczała zamek fosa szeroka na 10 m 4 metrowej głębokości. Zamek ten nigdy nie został zdobyty. W XVIII w Potocki przebudował zamek na pałac. W okresie II Rzeczpospolitej istniało tu również muzeum, obecne funkcjonuje od 1959 r.Ze Zbaraża pochodził Ignacy Daszyński , a również Szmul Zygielbojm członek Rady Narodowej na wygnaniu w Londynie, który popełnił samobójstwo, by wstrząsnąć opinią publiczną, gdy ludzie Zachodu nie wierzyli w relacje m.in. Jana Kozielewskiego – Karskiego o eksterminacji Żydów, dokonywanej przez hitlerowców.
Kolejnym miejscem naszego wędrowania ma być
W I Ś N I O W I E CWiśniowiec nad Horyniem, w obwodzie tarnopolskim, osada wzmiankowana 1395, kolebka rodu Wiśniowieckich, należąca do nich do 1744. 28.04.1512 zwycięstwo wojsk polskich i litewskich pod dowództwem hetmanów M. Kamienieckiego i K. Ostrogskiego nad Tatarami. Około 5 tys. mieszkańców. Pałac Mniszchów z XVIII w. położony na wysokiej skarpie nad Horyniem, otoczony był systemem bastionowych fortyfikacji, jedna z najznakomitszych barokowych rezydencji magnackich na Wołyniu, znacznie zniszczony w czasie I i II wojny światowej. Odbudowany ok. 1950. Park pałacowy zaprojektowany w XVIII w. przez D. Minclera. Nie istnieje już kościół i klasztor Karmelitów Bosych, , w latach 1835 –1921 cerkiew, gdzie w latach 1943 – 44 nacjonaliści ukraińscy dokonywali masowych mordów ludności (rozebrany po 1950 r.)
Tutaj jedynie z zewnątrz podziwiamy w części odrestaurowany pałac, wspaniały drzewostan i resztki ogrodzenia.
Następnym etapem jest:
Poczajów
Tutaj zwiedzamy przesławną Ławrę Poczajowską
, olbrzymi kompleks cerkiewno - klasztorny, z seminarium prawosławnym (aktualnie ok. 140 kleryków, studiujących przez 4 lata). Jeden z nich oprowadza nas po wspaniale zdobionych świątyniach, pasażach, z kaplicami bocznymi, sarkofagami świętych prawosławnych. Na zewnątrz góruje na 95 m wysoka dzwonnica, na której wisi największy dzwon, którego serce waży 300 kg, a jego głos słychać na odległość 20 km. Dzwoni on zazwyczaj na Wielkanoc. Dodatkowo wisi w niej 14 mniejszych dzwonów.Wizerunek MB Poczajowskiej widzimy w przebo
gato strojonej cerkwi. Stale widać tu tłumy pielgrzymów.I znów ruszamy w dalsza wędrówkę. Przed nami
Olesko w obwodzie lwowskim nad Libercią (dopływem Styru),ok. 2 tys. mieszkańców, jedna z najstarszych osad ruskich. Od 1340 r. w Wlk. Ks. Litewskim, 1366 włączone przez Kazimierza Wielkiego do Polski. własnością mi. in. Herburtów, Daniłowiczów, Sobieskich, Rzewuskich. Miejsce urodzenia Jana III Sobieskiego w 1629 r., w 1639 Michała Korybuta Wiśniowieckiego. Zachował się za
mek wzniesiony przez J. Daniłowicza.Niestety tu siurpryza: zamek - chociaż to niedziela i winien być dostępny dla zwiedzających - jest już zamknięty. Przyjechaliśmy zbyt późno. Oglądamy więc tylko z zewnątrz ogrodzenie i dachy zabudowań.
Jedziemy więc dalej, bo chcemy zobaczyć
Podhorce, wieś w obwodzie tarnopolskim. Poprzednio gród na Rusi Halickiej, wzmiankowany 1188, w XIV w. włączony do Polski. Od 1400 własność Podhoreckich, następnie Koniecpolskich, zapisany przez S. Koniecpolskiego królewiczowi Jakubowi Sobieskiemu, od 1725 należał do Rzewuskich, następnie do Sanguszków. Zamek zbudowany przez S. Koniecpolskiego z fortyfikacjami bastionowymi i ogrodem geometrycznym należał do najwspanialszych rezydencji magna
ckich. Odrestaurowany przez Sanguszków. Na ścianie jednej z sal przetrwała jeszcze pamiątkowa tablica marmurowa z odpowiednią inskrypcją.Zwiedzamy pałac zrujnowany, po pożarze w 1956 r., aktualnie remontowany, gdzie widać jeszcze ślady dawniejszej świetności. Wiele tu jeszcze pracy i pieniędzy trzeba, by mógł on choć w części przypominać lepsze czasy.
Poza parkiem stoi, w bardzo z zewnątrz opłakanym stanie, kościół zamkowy, który, jak opowiadają weterani pielgrzymkowi, we wnętrzu prezentuje się lepiej. Niestety nie ma możliwości oglądania wnętrza. Na zewnątrz napis: “In cultum Domini Dei nostri exodi”.
Jedziemy dalej – teraz przed nami
Busk nad Bugiem, w obwodzie lwowskim. Ok. 6 tysięcy mieszkańców.
Tutaj zwiedzamy kościół greckokatolicki św. Mikołaja z obrazem MB Podhoreckiej.
Parafia istnieje tu od 1780 r., kościół św. Stanisława i Matki Boskiej konsekrowany był w 1780 r. Za czasów zaboru austriackiego skasowano zakon Dominikanów. W okresie radzieckich rządów w kościele była składnica zboża, następnie składowisko filmów propagandowych.
Kościół odzyskany został w 1991 r. i dotychczas odnowiono jedynie prezbiterium, szczególnie freski.
Wieczorem – wśród rozpoczynającej się ulewy osiągamy
O Lwowie, mieście leżącym na dziale wodnym Bugu i Dniestru, obecnie ponad 800 – tysięcznym, dawnej perle polskiej - nie mogę pisać. Zbyt wiele istnieje dzieł historycznych, geograficznych, opisów poszczególnych dziedzin związanych z tym miastem i opracowań szczegółowych –
bym odważył się podać nawet syntezę wiadomości.Do wiedzy o największych świętościach: Cmentarzu Łyczakowskim i Cmentarzu Orląt Lwowskich - odsyłam do opracowań Stanisława S. Nicieji, wyd. przez Ossolineum w 1988 i 1990 roku.
Przywitań ze znajomymi rodakami poprzednio już tu goszczącymi pątników co niemiara . Każdy z nas otrzymuje przydział do któregoś z członków chóru Echo, słynnego we Lwowie, a także w niejednym z miast Polski, gdzie ten wspaniały zespół niejednokrotnie koncertował.
W poniedziałek 28. maja, wczesnym rankiem, po noclegu w mieszkaniu starego domu przy ul. Łyczakowskiej 39, zbieramy się przy Wieży Prochowej. Cały dzień oprowadzać nas będzie niezwykle miła, oczytana, znająca całe mnóstwo szczegółów historycznych i anegdot związanych ze Lwowem i postaciami związanymi z tym miastem p. Grażyna Owczarek, absolwentka prawa na KUL-u w Lublinie, która mówiąc o starej remizie straży pożarnej – podaje, że św. Florian jest patronem nie tylko strażaków, ale również przewodników, bo ci także “leją wodę” oprowadzanym turystom.
Wymieniam jedynie poszczególne ulice, zabytki czy zdarzenia z historii Lwowa, najważniejsze, oglądane przez nas:
zaczynamy od wieży prochowej, przy murach hetmańskich przechodzimy koło pomnika I drukarza na Ukrainie Iwana Fedorowa, wieży Korniaka – greckiego kupca, wołoskiej cerkwi, klasztoru klarysek .
Jedziemy ulicą Piekarską, gdzie mieszkali piekarze, chociaż podobno najlepszy chleb był kulikowski (z Kulikowa pod Lwowem przywożony). Mijamy pałac Lewickich oraz Sieniawskich.
Na ogółem około 100 szkół obecnie we Lwowie istnieją tylko 2 polskie. Trzeba też pamiętać, że wśród około 800 tys. mieszkańców tylko 30 tysięcy to Polacy, a jeszcze trzeba brać pod uwagę, że przed wojną Polacy stanowili 90% mieszkańców Lwowa, teraz większość to ludzie. którzy przyjechali ze wsi, a nawet jeśli mają korzenie polskie, to chyba są mniej patriotycznie wychowani.
We Lwowie istnieje 13 wyższych uczelni, a Uniwersytet został założony przez Jana Kazimierza w 1661 r., zaś wydział lekarski od 178
3.
Jedziemy na Cmentarz Łyczakowski, który został założony w 1783 r., obecnie zajmuje obszar 45 hektarów. Na cmentarzu znajdujemy jednak tablicę nagrobną ormiańską z 1675 r. – bo trzeba pamiętać, że Łyczakowski założony został na miejscu dawnego cmentarza, na którym grzebano ofiary dżumy.
Po wejściu przez główną bramę widzimy grobowiec Truszkowskich z rzeźbą płaczki, Edwarda Świerzyńskiego, który sam przed zgonem zaprojektował swój grobowiec w kształcie sejfu bankowego i z mechanizmami szyfrowymi dla otwierania, Gabrieli Zapolskiej (1859 – 1921) z wpisanymi tytułami jej dzieł, wg projektu Józefa Gałęzowskiego, Anny Goszczyńskiej, która jako pierwsza grała rolę pani Dulskiej, wreszcie Władysława Bełzy 1847 – 1919, literata, poety (m. in. autora wiersza
“Kto ty jesteś – Polak mały..”), a na tzw. Rondzie: Tadeusza Rutowskiego prezydenta Lwowa, Michała Michalskiego, kowala – prezydenta Lwowa, Marii Konopnickiej (1842 – 1910) nagrobek dłuta Luny Drexlerówny, dalej Zygmunta Gorgolewskiego – architekta, projektodawcy opery lwowskiej, dalej prof. Stefana Banacha genialnego matematyka, współzałożyciela ”szkockiej szkoły matematycznej” zwanej tak, bo w restauracji “Szkocka” spotykali się ci najlepsi matematycy, tam wpisując na serwetkach czy blatach stołów wymyślone zadania czy tematy, ale też rozwiązania. Podobno za rozwiązania zadań bywały fundowane różne nagrody: małe piwo, duże piwo, a za najbardziej złożonych problemów nawet żywa gęś. Dalej widzimy grobowiec Juliana Konstantego Ordona z 1896 r., który zmarł we Florencji i prochy jego sprowadzono, a nie zginął na “Reducie Ordona..” (dłuta Tadeusza Barącza), Juliana Zachariasiewicza pierwszego rektora Politechniki Lwowskiej, architekta, zmarłego w 1897 r., który projektował “połowę Lwowa”, dalej Franciszka Smolki. Następnie Artura Grottgera (1837 – 1867) dłuta Parysa Filippiego, czy Seweryna Goszczyńskiego dłuta Juliana Markowskiego.Na Łyczakowskim Cmentarzu znajdowały się 24 kaplice m.in. Dunin – Borkowskich, czy jedna z najokazalszych z 1728 r. – fabrykantów wódek i likierów Baczewskich. Jedynie jedna uległa zniszczeniu - kaplica hrabiów Dzieduszyckich i to w 1939 r. przez zrzuconą bombę przez polski samolot. W jej miejsce na resztce fundamentu stosowna tablica.
Są też groby ukraińskich osobistości: Iwana Franko, zresztą z pochodzenia Niemca, który znał 14 języków, a pisał w siedmiu, Józefa Torosiewicza, Rosjanina, który czuł się Ormianinem, założyciela sierocińca, Ludwika Rydygiera, słynnego chirurga czy wielu, wielu innych sławnych osobistości. Też grobowiec Józefa Iwanowicza z uwiecznionymi dwoma wiernymi psami (Pluto i Nero), które przez 2 tygodnie siedziały na mogile swego pana i za tę wierność ich podobizny umieszczono na grobowcu.
Dalej przechodzimy obok nowopowstającego ukraińskiego cmentarza wojskoweg
ona
Cmentarz Orląt Lwowskich
, powstały z inicjatywy p. Marii Cieszkowskiej, matki jednego z poległych. Konkurs na zaprojektowanie tego cmentarza wygrał wtedy student V roku Rudolf Indruk, a honararium za projekt przeznaczył na budowę tego cmentarza. Kaplicę poświęcono w 1925 r. W części górnej znajdują się groby dowódców, góruje usadowiona centralnie kaplica mszalna, a powstańcy leżą w szeregach na odnawianym przez Energopol cmentarzu, który w 1971 r. władze radzieckie zdewastowały przy pomocy m.in. ciężkich czołgów. Usiłowano też, ciągnąc zaczepionymi do czołgów i przywiązanymi do pylonów grubymi łańcuchami zburzyć te pylony. Nie udało się to dzieło zniszczenia, a na pylonach pozostawiono na pamiątkę tego wandalizmu, ślady - wyłomy po łańcuchach.W górne
j części znajdują się też miejsca, na których przy grobach francuskich ochotników piechurów po prawej oraz po lewej amerykańskich lotników istniały pomniki. Na ich rekonstrukcję władze Lwowa nie wyraziły jeszcze zgody. W kaplicy przedstawiciel Polskiego Towarzystwa Opieki nad Grobami Wojskowymi we Lwowie modli się z nami i prosi o odśpiewanie “Czarnej Madonny”. Od niego też dowiadujemy się, że na Cmentarzu Janowskim znajdują się groby dalszych 300 żołnierzy.Przez Pohulankę jedziemy też ulicą Kochanowskiego, dalej widzimy kapliczkę Łyczakowską; w tej okolicy mieszkali Szczepcio i Tońcio; następnie koło kościoła garnizonowego 14. pułku Ułanów Jazłowieckich; dalej park Głowackiego i pomnik Bartosza Głowackiego, który pozostał, jak i drugi Jana Kilińskiego,
a także Adama Mickiewicza. Na ul. Łyczakowskiej 41 mijamy drewniany dom Gabrieli Zapolskiej, w bardzo dobrym stanie, kryty zieloną blachą. Kościół św. Elżbiety (na dziale wodnym stojący równo 600 km do Bałtyku i do morza Czarnego) – obecnie cerkiew. Mijamy teatr pobudowany na 17.000 pali dębowych, (wg projektu Zygmunta Gorgolewskiego) ponieważ teren był podmokły, teraz poziom wód gruntowych obniżył się, istnieje więc obawa o zniszczenie drewna dębowego (które najlepiej konserwuje się w wodzie). Mijamy b. klasztor sióstr Brygidek, zamieniony przez władze komunistyczne na więzienie. Dalej szkoła i kościół św. Anny, fundacja cechu szewców.Na wzgórzu wchodzimy na teren odnawianej cerkwi greckokatolickiej św. Jura, po kolejnej ostatniej przebudowie ( z fundacji Szeptyckich) bogato wyposażonej. Naprzeciw wejścia do niej stoi pałac metropolity – kardynała Huzara. Tutaj będzie się znajdować siedziba Ojca św. w czasie Jego czerwcowej wizyty we Lwowie.
Następnie wspinamy się na wzgórze zamkowe – miejsce pierwotnych i kolejnych zamków obronnych, ale też Kopiec Unii Lubelskiej usypany z inicjatywy Franciszka Smolki dla uczczenia 300 rocznicy podpisania tej Unii. Na szczycie usytuowany jest iglica, a na jej postumencie umieszczone są krótkie napisy o istnieniu w tym
miejscu zamku królewiego: jedynie w językach ukraińskim, niemieckim i angielskim. !Teraz czas na obiad, który spożywamy w “kawiarni” Martusia, a posileni udajemy się zwiedzać słynną operę lwowską, wybudowaną w latach 1897 – 1900 wg projektu Zygmunta Gorgolewskiego. Podziwiamy zarówno przepiękne detale architektoniczne, jak też przewspaniałe mozaiki podłogowe, freski, malowidła ścienne, obrazy, rzeźby we wnętrzu, również wspaniale zaprojektowane kompozycje architektoniczne np. na obu końcach foyer fragme
nty lustrzane. Niestety nie mamy możliwości podziwiania kurtyny zaprojektowanej przez Henryka Siemiradzkiego.Pozostaje nam jeszcze trochę czasu, by pieszo przewędrować po najbardziej znanych ulicach. Podziwiać z zewnątrz słynny hotel George’ a; pomnik Mickieiwcza na placu jego imienia; ulicą Ormiańską iść do kościoła ormiańskiego, gdzie podziwiamy freski Jana Henryka Rosena (który zdobił też swymi freskami wnętrze papieskiej letniej w Castel Gandolfo) i kapliczkę na terenie dawnego cmentarza ormiańskiego
z wyobrażeniami czaszek, dalej oglądać na ulicy Ormiańskiej kamienice z dużymi bramami wjazdowymi (by było można wjechać wyładowanymi wozami) , czy kolumnę św. Krzysztofa (bo przecież wiele podróżowali); dom “Czterech pór roku”; minąć b. kościół Dominikanów, który był zamieniony na muzeum ateizmu, a teraz przeznaczony jest na salę koncertów organowych, gdzie widnieje epitafium Józefiny Dunin – Borkowskiej, (dzieło Bartla Thorvaldsena); wejść do zabytkowej, ale czynnej apteki – muzeum przy rynku; na rynku podziwiać stare kamienice: “czarną” – z piaskowca, który sczerniał z biegiem lat, tzw. królewską, poprzednio własność kupca winnego i poborcy ceł Korniakta, później własność Sobieskich, gdzie rodzi się Jakub Sobieski, obecnie muzeum historyczne; piękną kamienicę kolejną, w której bywał Władysław Jagiełło i gdzie urodził się Michał Korybut Wiśniowiecki; pałac Lubomirskich powstały z połączenia narożnikowych 7 kamienic mieszczańskich; wreszcie 4 fontanny – czterech starożytnych bogów, dzieło Hartmanna; czy kamienicę Basariego, posła weneckiego, który miał 18 córek; wreszcie wspaniały ratusz.Mijamy kaplicę Boimów z niesamowicie pięknie zdobionym frontonem (Jerzy Boim był sekretarzem Stefana Batorego) i wchodzimy do przesławnej katedry MB Łaskawej, przebudowanej przez Zachariasiewicza, gdzie w 1656 r. Jan Kazimierz składał swe śluby, oddając swe królestwo w opiekę Najświętszej Marii Pannie, po których w kościele Jezuitów po raz pierwszy w litanii loretańskiej użyto wezwania “Królowo Korony Polskiej módl się za
nami”, podziwiamy kaplicę boczną Karpiów, którzy stale konkurowali z Boimami. Po prawej stronie na filarze u kruchty widzimy tablicę pamiątkową Wojciecha Dzieduszyckiego (1848 – 1900), a po lewej ku czci pomordowanych profesorów lwowskich, zamordowanych przez hitlerowców. Podziwiamy w chórze witraż Teodora Axentowicza.Uczestniczymy we Mszy św. koncelebrowanej, której przewodniczy ks. prałat Aleksander Matyka i wygłosił wzruszające kazanie, w którym mówił nie tylko o ukochaniu ziemi Ojców, tęsknocie do niej, podziwie dla rodaków pozostających tutaj, ale również wspomniał o odnalezieniu grobu babci przez p. Marysię Mościcką z Namysłowa, której rodzice nie dożyli tych czasów, by przynajmniej odwiedzić grób matki, jej to pozostawiając takie zalecenie. Chciała
(nie znając miejsca pochówku) na rozległym 45 – hektarowym cmentarzu Łyczakowskim odnaleźć ten grób. Po 2 godzinach poszukiwań, już zrezygnowana, po nieudanych poszukiwaniach – na innym grobie złożyła przyniesione kwiaty i zaczęła odmawiać modlitwę i wtedy członek chóru Echo ( u którego nocowała) chcąc pozwolić jej na samotne przeżywanie tej chwili – oddalił się i zupełnie przypadkowo, w pobliżu odnalazł poszukiwany przez panią Marysię, grób jej babci.Podziwiamy piękną polszczyznę i lektorów i wiernych wyrażoną w śpiewach. Mszę św. uświetnia chór “Echo” przepięknymi pieśniami.
Po mszy św. udajemy się do siedziby Towarzystwa Kultury Polskiej Ziemi Lwowskiej w kamienicy nr 17 przy Rynku, na spotkanie w Rodakami, szczególnie z członkami chóru “Echo”. W salce spotkań ledwie się wszyscy mieścimy, część z gospodarzy stać musi w sąsiednim pokoju. Zgromadzeniu przewodniczą ks. prałat i prezes Tow. Kultury Polskiej Ziemi Lwowskiej p. Emil Legowicz, który dziękuje panu Karolowi za przywożenie rodaków na Kresy i po
krótce przedstawia stan i strukturę Towarzystwa, które liczy ok. 7.000 członków, działających w 17 oddziałach na terenie ziemi Lwowskiej, aktywnych w towarzystwie lekarzy, zespole “Lwowiacy”, w radiu “Lwów”, śpiewających w profesjonalnym chórze “Echo” oraz w chórze seniorów “Lutnia”. Bardzo dobrze układa się współpraca z Kościołem. Twierdzi, że przyjazdy rodaków podtrzymują ich ducha. Cieszył w końcu kwietnia – początku maja b.r. –( w najdłuższy wolny od pracy tydzień w Polsce) - prawdziwy “najazd” rodaków na Lwów. Wyraża żal, że Polska nie przyjechała na Kresy “ekonomicznie”, mało polskich przedsiębiorstw tworzy tu swoje filie czy nawiązuje współpracę z przedsiębiorcami polskimi działającymi na ziemi lwowskiej czy w ogóle na Podolu i Wołyniu. Taka sytuacja materialna jest przyczyną licznych wyjazdów Polaków dotychczas tu mieszkających do Polski, a w ten sposób już niedługo zabraknie ludzi, którzy mogą świadczyć o polskości tych stron. Apeluje, by wspierać działalność zespołów m.in. przez zapraszanie zespołów tanecznych i chórów, by członkowie ich mieli jak najczęstszy kontakt z rodakami w Ojczyźnie.Pan Karol wspomina, że przyjaźń z chórem “Echo” trwa już od 7 lat, że ten m.in. występował na Opolszczyźnie wielokrotnie (jak i będzie w lipcu b.r.), przedstawia trasę i przeżycia naszej pielgrzymki, na koniec prosi o pieśni chóru.
Pani Marysia z Namysłowa, której rodzice byli nauczycielami we Lwowie, opowiada o ich tęsknocie niezaspokojonej (w dawnych warunkach politycznych) do odwiedzenia choćby grobu matki i o tym jak ona – z pomocą pana z Towarzystwa w cudowny sposób odnalazła grób swej babci na cmentarzu Łyczakowskim i dziękuje księdzu prałatowi za odprawienie Mszy św. dziękczynnej za to odnalezienie grobu oraz w intencji jej przodków i recytuje wiersz “o k
wiatach, które są ziemią polska..”Pan Edward Kuc, kierownik i dyrygent chóru “Echo” dziękuje za spotkanie, lecz przypomina, że wielu Polaków nie rozumie jak należy pomagać Polonii tutejszej, szczególnie rząd polski: repatriacja niczego nie daje, nie zmieni Ziemi Lwowskiej, a jeżeli to tylko na gorsze: ubędzie tu już teraz nielicznych Polaków. Gdy zabraknie tutaj Polaków, to nikt nie będzie pamiętał, że to tutaj Jan Kazimierz składał śluby w katedrze.
Chór “Echo” założono we Lwowie w 1887 roku. Prowadzony był przez Stanisława Burse i Jana Rangla, a po nich przez legendarnego Jana Galla. W tym czasie Lwów był kolebką muzyki chóralnej, a mottem chóru były słowa “Pieśnią do serca – sercem do ojczyzny”. Ostatnim przed II wojna światowa dyrygentem był J. Kołaczkowski. Chór przestał istnieć po wkroczeniu sowietów do Lwowa 17. września 1939 r., a został reaktywowany po 50 – letniej przerwie w dn. 9. kwietnia 1989r. Pomysłodawcą kontynuacji tradycji chóralnych Lwowa był polonista prof. Władysław Łokietko, kiero
wnik artystyczny i dyrygent powojennego “Echa”. Pierwszy koncert odbył się w dwa miesiące po reaktywowaniu działalności, w dn. 10. czerwca 1989, a po 6 miesiącach zespół liczył 104 osoby i opracował ponad 20 utworów na głosy i fortepian. Jesienią 1990 r. dołączył do zespołu Edward Kuc. W 1993 r. został zaproszony w charakterze chórmistrza Bolesław Kurek.Chór “Echo” koncertował w blisko 90 miastach Polski, zdobywając nagrody i wyróżnienia, koncertował też na prywatnej audiencji u Ojca Św. Jana Pawła II w Castel Gandofo dając 20 minutowy występ. Wykonuje ok. 200 utworów chóralnych. Rocznie daje ok. 60 koncertów i uczestniczy w ok. 25 uroczystościach kościelnych w Polsce oraz ok.20 w archidiecezji lwowskiej.
Ksiądz Prałat wygłasza jeszcze kilka zdań: zapewnia zebranych, że “Kościół o Was pamięta”, Ojciec Święty przyjedzie do Lwowa i to jest wyraz Jego pamięci o Was, chociaż z narażeniem się, szczególnie na wiele złośliwych komentarz. “Duszpasterstwo autobusowe” tej pielgrzymki z 17 miast polskich z diecezji w
rocławskiej, opolskiej, krakowskiej z miłością o Was myśli. Pogłębiamy wiedzę o Was. Trzeba mieć dobre mniemanie o ludziach (“sam chowałem wielu sekretarzy partyjnych”), bo wszyscy ludzie mają swój kontakt z Bogiem, chociaż nie wszyscy w kraju dobrze znają problemy ziemi Kresów Najjaśniejszej Rzeczypospolitej Polskiej.Jeszcze wysłuchujemy w pięknym wykonaniu chóru kilku pieśni patriotycznych, ludowych i typowo lwowskich, do czego przyłączmy się również swoimi głosami. Większość z nas kupuje taśmy magnetofonowe z nagraniami utworów w wykonaniu chóru “Echo”. Nie widać końca pożegnaniom, lecz pan Karol zagania wszystkich do autokaru. Musimy jeszcze odebrać z umówionego miejsca na dworcu kolejowym kilku towarzyszy, którzy odłączyli się od naszej grupa, by odw
iedzić swych krewnych czy przyjaciół mieszkających nadal na tych ziemiach. Zabieramy też dwie panie – rodaczki zmierzające do PolskiTeraz już około godziny 20:00 w poniedziałek 28. maja 2001 r. ruszamy ku granicy, by po już nie tak długich postojach na niej (Karol teraz lepiej już wie jak aktualnie znaleźć sposoby na wygładzenie dróg formalnościowych) wjechać w granice III Rzeczpospolitej.
Panowie kierowcy sprawnie, choć teraz prawie całą drogę w deszczu, dowożą nas do naszych domów. Poszczególne osoby wysiadają kolejno w Krakowie, Katowicach, my w Opolu. Każda grupa żegna się z pozostającymi jeszcze w podróży. Tak i my czynimy, a teraz z rozrzewnieniem wspominamy wspólnie spędzone chwile, chociaż wir codziennej pracy już porwał nas. Dzielimy się z rodzi
ną i przyjaciółmi wrażeniami, opisujemy nasze przeżycia, mówimy o Rodakach na dawnych rubieżach nadal mieszkających i naradzamy się nad sposobami w jaki sposób ulżyć można by ich doli (chociaż indywidualne nasze możliwości są bardzo skromne).Czas nadszedł, by postarać się o jakieś małe, niepełne, a na pewno bardzo subiektywne resume z naszej 12 dniowej pielgrzymki – wycieczki.
Zastrzegam się, że nie biorę odpowiedzialności za dane liczbowe, dokładność dat historycznych, nawet niektórych nazwisk – jedynie “relata referro”, a nie jest niniejsze wspomnienie żadnym naukowym opracowaniem. Starałem się jedynie uzupełnić opracowane i przygotowane przez Karola wiadomości , jednak szczegółowych danych należy szukać w encyklopediach, opracowaniach mo
nograficznych, albumach, przewodnikach. Przepraszam za pominięcia, nieumyślne zniekształcenia nazwisk, nazw, przeinaczeń faktów (gdy takie zaistniały), ale wynikało to z niewiedzy , zapomnień, ale na pewno nie ze złej woli.X
Pamiętać trzeba, że:
1. bieda panuje straszna wśród ludności, nie tylko polskiej, a tylko 3% ludności Ukrainy (według optymistów) czy 1% (według pesymistów) cieszy się naprawdę ekonomicznymi poprawionymi warunkami – po uzyskaniu przez Ukrainę niepodległości i zmiany systemu p
olityczno – ekonomicznego;2. 1 złoty to w przybliżeniu 1 hrywna (może nawet nieco więcej);
3. przeciętne zarobki (wypłacane bardzo często z kilkumiesięcznym opóźnieniem) tych szczęśliwców mających zatrudnienie to:
- 200 – 300 hrywien dla profesora uniwersyteckiego,
- 100 – 150 hrywien dla nauczyciela szkolnictwa podstawowego i średniego,
- 80 – 120 hrywien dla lekarza,
a przeciętna renta czy emerytura to około 40 hrywien, przy czym:
- opłata za płatne studia wyższe wynosi US $ 50 – 500 za semestr (lub jak twierdzą niektórzy informatorzy US $ 5.000 łapówki płatnej przed przyjęciem na studia jednorazowo w gotówce), a
- tzw. stypendium “naukowe” za bardzo dobre postępy studenta w nauce to 3 (słownie: trzy) hrywny na miesiąc;
4. ceny towarów spożywczych w sklepach odpowiadają cenom w Polsce;
5. aby ludzie nie marli masowo z głodu – władze oddają im po 0,5 hektara ziemi pod uprawę, nieraz nawet oddalone o ok. 60 km od miejsca zamieszkania (jak ma to pani Janina z Żytomierza), gdzie uprawiają rośliny, warzywa, a przy pomocy sąsiadów żyjących na wsi hodują też drobny inwentarz; opłaca się posiadanie działki w takiej odległości tylko emerytom, którzy za przejazdy środkami komunikacji miejskiej oraz pociągami “roboczymi” czyli podmiejskimi nie musza płacić
. W innym przypadku taka “pomoc” władzy byłaby całkowicie nieopłacalna;6. kto nie ma możliwości takiej – usiłuje zarobić trudniąc się bardzo drobnym handlem jak np. sprzedając na ulicy pestki słonecznika, drobne bukieciki polnych kwiatów, bieliznę itp; a jedynie ludziom bardzo zaradnym, energicznym, młodym, szczególnie mieszkającym bliżej granicy z Polską żyje się nieco lepiej;
XI
Trudno dziwić się, że:
1. niektórzy rodacy, szczególnie mieszkający we Lwowie, starsi ludzie, tęsknią za dawnymi czasami, n
2. prawie wszyscy tęsknią za Polską przedwojenną, na prawie całym terenie ziem utraconych,
3. niektórzy z czułością wspominają czasy panowania komunizmu (ale już po okresach mordów, wywózek, represji stalinowskich), gdy otrzymywali wynagrodzenie za pracę i to regularnie, nawet w takich sytuacjach, gdy akceptowali nielegalne sposoby na życie, upokarzający handel wymienny typu koszula za kiełbasę czy usługa za usługę czy inny towar, którym dysponował partner tego wymiennego handlu, a teraz
4. chcieliby więcej kontaktów gospodarczych z polskimi przedsiębiorcami,
5. rozwoju gospodarczego kraju swego pobytu.
XII
Cieszą niewątpliwie takie zjawiska jak:
1. utrzymywanie ducha polskości i pielęgnowanie mowy polskiej przez przeważającą ilość spotykanych przez nas rodaków, mimo tak trudnych sytuacji jakie oni przeżyli,
2. duże przywiązanie do Kościoła, który mimo zwalczania go przez długie dziesięciolecia, odżywa i staje się jak zawsze ostoją dla potrzebujących,
3. spostrzegana znaczna ilość powołań kapłańskich i zakonnych, zarówno wśród ludności polskiej, jak i ukraińskiej,
4. trzymanie się w jedności, ale też często w przyjaznych stosunkach z Ukraińcami, chociaż coraz częściej spotyka się małżeństwa mieszane narodowościowo jak i wyznaniowo (chociaż to może doprowadzić do zaniku tożsamości narodowej),
5. dążenie, mimo trudności, do uzyskiwania wykształcenia nie tylko zawodowego, średniego, ale też u znacznej części młodzieży wykształcenia wyższego i to zarówno na miejscu, jak i w Polsce – gdy tylko taka zaistnieje możliwość,
6. powroty młodych ludzi do swych środowisk – po ukończeniu studiów w Polsce.
XIII
Podziwiać szczególnie trzeba:
- ciężką pracę, serdeczność, pogodę ducha i niesamowitą życzliwość rodaków mieszkających na tych terenach i żyjących w trudnych warunkach,
- dzielenie się przez nich nie tylko sercem, ale też z tak wielkim trudem zdobywanym pożywieniem,
- ciężką pracę kapłanów i sióstr zakonnych, którzy żyją w naprawdę spartańskich warunkach, a w niektórych okolicach wśród niechętnego, czy w skrajnych przypadkach nawet wrogiego, otoczenia.
XIV
Podziękowania gorące należą się -
- nade wszystko wspaniałym Rodakom żyjącym na obczyźnie, chociaż Ojczyzny oni nigdy nie opuszczali, a jedynie Ojczyzna (zresztą nie ze swej woli) już przed ponad pięćdziesięciu laty) ich opuściła,
- panu Karolowi Sutarzewiczowi za trud przygotowania i prowadzenia całej naszej wędrówki,
- księżom i bratu Aleksandrowi za posługi religijne,
- pan
om kierowcom Adamowi i Stanisławowi nie tylko za bardzo sprawne, spokojne i bezpieczne kierowanie autokarem, prawie zawsze znajdowanie właściwych dróg i ulic, ale też nie schodzący z ich obliczy uśmiech, a dodatkowo pojenie w czasie całej podróży kawą, herbatą i wodą mineralną (darami firmy PKS z Namysłowa), a także- wszystkim uczestnikom wyprawy za ducha zgody, spokojne współżycie autokarowe (chociaż większość z nas spotkała się po raz pierwszy, a mamy przecież różne charaktery i temperamenty), za wspólne śpiewy, a także szczere zawsze w życzliwym nastroju prowadzone rozmowy i dyskusje, co przy rozmaitych przeżyciach z minionych czasów i różnych światopoglądach mogłoby nie przebiegać tak spokojnie.
XV
Jeszcze osobiste refleksje:
1. Nauczeni oglądem takiej biedy lepiej zrozumieliśmy konkluzje naszego syna, który przed laty - po rocznej pracy zawodowej w Indiach – już wtedy jako 30 - latek, a też ojciec czworga dzieci – doszedł do wniosku, że nie trzeba przywiązywać się do dóbr materialnych (chociaż n
ależy dbać o utrzymanie oraz wykształcenie swych dzieci) i że życie wśród tak skrajnej biedy uczy pokory i zadowalania się też mniejszym majątkiem, który sam w sobie nie może być ani celem, ani bożyszczem.2. Chcemy pamiętać nie tylko o obrazach piękna ziem Wołynia i Podola, ale też o rzeczywistości biednie tam żyjących ludziach – szczególnie rodakach – i starać się nie tylko osobiście, ale poprzez szerzenie wiedzy o tym co sami tam przeżyliśmy i zobaczyliśmy – zachęcać innych, by starali się przyczyniać się do poprawy losu na dawnych Kresach Najjaśniejszej Rzeczypospolitej żyjących rodaków, albo z prostej ludzkiej solidarności, albo lepiej według słów Pana: “cokolwiek uczyniliście jednemu z tych maluczkich – Mnieście uczynili”.
3. Mimo tego, że z ziemią Podola osobiście łączy mnie jedynie okres 18 lat życia mego ojca (urodzonego w 1904 r. w Nowym Jorku), ochrzczonego w Podkamieniu, a uczącego się w klasycznym gimnazjum w powiatowym mieście Rohatyniu województwa stanisławowskiego, [a nie jak wielu współpielgr
zymów osobiście przeżyte chwile] – to chcemy z żoną w przyszłości jeszcze poznawać te piękne, rozległe tereny południowo - wschodnich rubieży Najjaśniejszej Rzeczypospolitej – bez żadnych złych odczuć czy resentymentów zwłaszcza rewindykacyjnych.
Dan w Opolu, w dniach od 1. do 10. czerwca 2001.
Zdzisław Jacek Pizio
PL-45-051 OPOLE,
ul. Gen. Wł. Sikorskiego 9/1
tel. 077/454-29-47
komórkowy: 0-603-97-29-47
e-mail:
zjp@wp.pl